Wybierając się na Sardynię w maju 2024 wybrałam trzy bazy noclegowe, wszystkie położone w północno-wschodniej części wyspy. To na jej eksploracji mi zależało w czasie tego wyjazdu. Przez pierwsze dni nocowałam w Cala Gonone skąd wypłynęłam we wspaniały, całodniowy rejs po Zatoce Orosei. O którym również możecie przeczytać na blogu.
Kolejne dni miałam spędzić na plażowaniu i dolce far niente, niestety nie byłabym sobą pozostając w bezruchu przez dłuższy czas. Szukałam pomysłu gdzie się pojechać i co robić. Udałam się zatem do biura informacji turystycznej, ale żadna z propozycji nie była tym czego szukałam. Wróciłam do hotelu. Po krótkiej rozmowie z przesympatyczną recepcjonistką, mieszkanką Dorgali już wiedziałam jak spędzę kolejny dzień.
Droga krajowa SS125 to droga biegnąca z północy na południe, lub jak kto woli z południa na północ wzdłuż wschodniego wybrzeża wyspy. Z Palau do Cagliari. Odcinek z Dorgali do Baunei uznany jest za jedną z najbardziej spektakularnych dróg na Sardynii. Postanowiłam to sprawdzić.
49 kilometrów górskich dróg miejscami wykutych w skale, 49 kilometrów zakrętów, 49 kilometrów przepięknych widoków. Przed wyruszeniem w podróż zapoznałam się z mapą, wiedziałam, że nie będzie to łatwa trasa. Wyjechałam wcześnie rano więc na szczęście nikogo nie było na drodze. Jechałam powoli, zatrzymywałam się w przydrożnych zatoczkach podziwiając malownicze górskie widoki. I chociaż psychicznie byłam przygotowana na same zakręty już po 20 minutach jazdy nad przepaściami podczas, których przejechałam zaledwie kilkanaście kilometrów poczułam zmęczenie. Zaczęłam się zastanawiać czy nie zawrócić i nie położyć się po prostu na plaży. Na co mi to było, dlaczego jak inni nie mogę jak inni po prostu nic nie robić – myślałam wtedy.
Po raz kolejny przekonałam się, że warto wyjść ze swojej strefy komfortu i zrobić te dwa kroki dalej. W momencie w którym byłam naprawdę bliska rezygnacji z dalszej podróży zaczął się zmieniać krajobraz. Na drodze w promieniach wschodzącego słońca wygrzewały się kozy. Nic sobie nie robiąc z mojej obecności spokojnie przeżuwały śniadanko. Na widok kóz wróciła mi radość i ciekawość co mnie dalej czeka. Rozluźniłam się i wtedy również odezwał się mój żołądek przypominając, że nie jadłam śniadania. Jak na zawołanie pojawił się bar w którym zjadłam pysznego rogalika i wypiłam cappuccino.
Naprzeciw baru znajduje się wejście na drogę, która prowadzi do jednego z najwyższych, najgłębszych europejskich wąwozów- Gorropu. W sezonie organizowane są liczne wycieczki z przewodnikiem po górach, więc tę atrakcję zostawiłam sobie na następną wizytę na Sardynii.
Poza kozami spotkałam na jeszcze byki, krowy, owce i konie. Wraz z upływem czasu na drodze zaczęli pojawiać się również motocykliści, dla których odcinek SS125 Dorgali-Baunei jest ulubioną sardyńską trasą. W końcu dotarłam do Baunei, nieco sennego, górskiego miasteczka. SS125 przebiega przez jego centrum co zachęcało do zatrzymania się na chwilę i rozprostowania nóg. Zbliżała się godzina 12 więc miejscowe signory ubrane na czarno, w koronkowych chustach na głowie podążały w kierunku kościoła. Poza nimi nie było dosłownie nikogo, więc ruszyłam więc w dalszą drogę.
Postanowiłam pojechać do Arbatax, nadmorskiej miejscowości turystycznej słynącej z czerwonych formacji skalnych, pięknie kontrastujących z zachwycającym kolorem wody w morzu. Zrobiłam kilka zdjęć. Zjadłam pyszny obiad i cieszyłam się, że nie zrezygnowałam pomimo początkowych trudności.
Do Cala Gonone postanowiłam wrócić już inną trasą – drogą 289, chcą zobaczyć inne krajobrazy. Pojechałam do Tortoli a następnie na północ przejeżdżając przez serce Parku Narodowego Gennargentu oraz Park Naturalny świętej Barbary. Przyznam szczerze, że byłam zachwycona pięknymi górskimi widokami, których na Sardynii zupełnie się nie spodziewałam. Ich różnorodność była niesamowita. Zatrzymywałam się często nie robiąc już nawet zdjęć. Oddychałam czystym, górskim powietrzem i podziwiałam otaczającą mnie naturę.
Przejeżdżałam przez Strada del Cannonau, drogę słynnego sardyńskiego wina. Zatrzymałam się w Orgolosei na krótki spacer. Orgolosei, słynie z murali, który jest ich w całym miasteczku ponad 150 i ciągle przybywa. [Nie jest to jednak to miejsce do którego powrócę]. Robiło się późno więc pewna wrażeń wróciłam do Cala Gonone.
Nie ma końca. Nie ma początku. Jest tylko nieskończona pasja życia – powiedział kiedyś Federico Fellini. Route SS125 ma swój początek i swój koniec. Zaczęłam gdzieś w połowie, ale to dzięki pasji, ciekawości pomimo drobnych niedogodności spędziłam fantastyczny dzień na przepięknej, zachwycającej i zachwycającej wyspie jaką jest Sardynia.


























