W 2020 rzeczywistość na świecie zmieniła się bardzo. Właściwie w jednej chwili zmieniło się wszystko. Zmienił się również sposób podróżowania, które przez kilka miesięcy jak wiemy było w ogóle niemożliwe. Bez względu na to jakie mamy poglądy czy w coś wierzymy czy nie uszanujmy to, że drugi człowiek może inaczej od nas myśleć. Zachowajmy zdrowy rozsądek, pamiętając że skrajności nigdy nie są dobre. Dbajmy o siebie nawzajem, bądźmy dla siebie łagodni. Kultura osobista i dbanie o higienę bez względu na czasy zawsze mile widziane.
Wiosną miałam jechać dwukrotnie do Włoch, oba wyjazdy z wiadomych względów zostały odwołane. Różne informacje docierające od bliskich z Italii, ciągłe zmiany, potencjalna kwarantanna na którą nie mogłabym sobie pozwolić. Traciłam powoli więc nadzieję, że w tym roku uda mi się gdziekolwiek wyjechać. Na szczęście pojawiła się możliwość krótkiego wyjazdu do Wenecji. Kupiłam bilety lotnicze, zarezerwowałam nocleg. Dokładnie na miesiąc przed wyjazdem dostałam maila, że mój lot został odwołany. Mogłam za darmo dokonać zmiany terminu, co też uczyniłam. Obawa czy w ogóle wylecę towarzyszyła mi do samego końca. Dopiero gdy znalazłam się na lotnisku, byłam po odprawie poczułam spokój. Muszę przyznać, że chociaż nie przepadam za lataniem była to jedna z najprzyjemniejszych, bo bardzo wyczekana podróż. Jak wyglądała ta podróż w praktyce?
Na lotnisku.
Mieszkając w Szczecinie, korzystam z berlińskich lotnisk znajdujących się najbliżej mojego miejsca zamieszkania. Tym razem leciałam z jeszcze istniejącego lotniska Tegel. Na lotnisko wpuszczani są jedynie pasażerowie z kartą pokładową, osoby towarzyszące nie mają wstępu. Na lotnisko wejdziemy tylko o godzinie o której zaczyna się odprawa i jest to dokładnie weryfikowane. [Nie warto jest więc przyjeżdżać przed czasem gdyż będzie musieli czekać na zewnątrz, przed wejściem]. Następnie wszystkim wchodzącym mierzona jest temperatura. Zdanie bagażu i kontrola bezpieczeństwa odbywają się standardowo. Jedyną różnicą jest zachowanie dystansu i maseczka zakrywająca usta i nos, którą musimy mieć cały czas. Odstępstwem jest obecność przy stolikach punktów gastronomicznych, których ku mojemu zaskoczeniu było kilka. [Otwarty był również sklep wolnocłowy]. Na lotnisku było cicho i spokojnie.
W samolocie.
Miejsca w samolocie zajęte były właściwie do ostatniego. Tu również obowiązywał nakaz używania maseczek zasłaniających usta i nos. Do luku na bagaże podręczne nie można wkładać odzieży wierzchniej, same torby czy walizki. Niedostępne są książeczki, magazyny reklamowe, a za ewentualne jedzenie czy napoje możemy zapłacić jedynie kartą kredytową. Opuszczanie samolotu odbywa się rząd po rzędzie, w kolejności, na spokojnie, bez wyścigów. Co akurat mi się bardzo podoba.
Komunikacja miejska.
Wykupiony miałam kilkudniowy abonament na komunikację miejską. Podróżowałam autobusami, a ze byłam w Wenecji to bardzo dużo tramwajami wodnymi. Nie było w nich ani jednej, ani jednej osoby bez maseczki [ pomimo panujących upałów, przy ponad 30 stopniowych temperaturach]. W autobusie kierowca wyprosił pasażera bez maseczki. W tramwajach wodnych obsługa raz na jakiś czas przechodziła po pokładzie i sprawdzała czy wszyscy stosują się do obowiązujących zasad.
W hotelu.
Zacznijmy od tego, że tak niskich cen noclegów, jak we wrześniu 2020 nigdy nie było w Wenecji. Cena za pokój dwuosobowy o podwyższonym standardzie, w hotelu 4-gwiazdkowym, z widokiem na kanał była zdecydowanie niższa niż cena takiego pokoju w tym samym czasie nad polskim morzem. Na recepcji pracownicy jak i cała obsługa miała maseczki. Nie wiem czy wymagane było to od gości, ale wszyscy je nosili. Największe zmiany zauważalne były jednak podczas śniadań. Nie było już tzw. szwedzkiego stołu i samoobsługi, każda pojedyncza rzecz była przynoszona do stolików przez kelnerów. W restauracjach czy barach maseczki można ściągać jedynie siedząc przy stolikach i w czasie konsumpcji.
Muzea.
Tu maseczki i dezynfekcja są obowiązkowe. W niektórych salach muzealnych określona jest liczba osób mogąca jednocześnie przebywać w danym pomieszczeniu i jest to rzeczywiście przestrzegane. W kilku miejscach przed wejściem mierzono mi temperaturę, określone były też dokładne kierunki przemieszczania oraz szczegółowe instrukcje. Warto się upewnić przed wyjazdem, które muzea są otwarte [część jest w dalszym ciągu zamknięta]. Zdarza się, że obowiązują rezerwacje na konkretny dzień i godzinę. Jeśli się spóźnimy rezerwacja przepada. Nawet do najbardziej zazwyczaj obleganych miejsc kolejek nie ma. Muzeów zwiedziłam około dziesięciu i muszę przyznać, że tak bezpiecznie i komfortowo nie czułam się nigdy wcześniej. Cisza i przestrzeń. Idealne warunki do podziwiania dzieł sztuki i architektury.
Sklepy.
Rozmawiałam z właścicielami sklepów o ciężkiej sytuacji w jakiej się znaleźli, wielu z nich, żeby się utrzymać obniżyła ceny swoich produktów od 30-50%. Wierzą, że stosując się do wszystkich zaleceń uda im się wrócić do normalności.
Turystów jest zdecydowanie mniej, ale są. Wszyscy stosują się do zasad, są dla siebie nawzajem wyrozumiali i uprzejmi. Spacerując po mieście, już bez zakrywania ust i nosa możemy podziwiać piękno miejsca w którym jesteśmy bez żadnych ograniczeń. W Wenecji spędziłam zaledwie cztery dni. Był to jednak najpiękniejszy, najbardziej emocjonujący i wzruszający ze wszystkich moich pobytów w Italii. O samej Wenecji już wkrótce napiszę więcej, dużo więcej…



