Kiedy planowałam spędzić czas z przyjaciółkami na początku października w Neapolu, od początku wiedziałam, że zabiorę dziewczyny również na Wybrzeże Amalfitańskie. Chciałam pokazać im Positano, Vietri sul Mare, a także Amalfi – miasteczko, które widziałam już kilkukrotnie od strony wody, ale nigdy z bliska. Tym razem to właśnie Amalfi stało się naszą bazą wypadową.
Poza sezonem ceny noclegów wciąż są wysokie, ale na tyle osiągalne, że można zatrzymać się tu na kilka nocy. Miasteczko jest przepiękne – wąskie uliczki, kolorowe fasady, katedra górująca nad głównym placem – ale mimo jesieni, tłumy turystów wciąż nie znikają. Postanowiłam więc zabrać dziewczyny w miejsce spokojniejsze, wśród natury. Szlak Sentiero degli Dei, czyli „Ścieżka Bogów”, wydawał się być idealnym pomysłem.
Sentiero degli Dei
Il Sentiero degli Dei to szlak pieszy o długości około 10–12 kilometrów, położony w sercu Wybrzeża Amalfitańskiego. Łączy miejscowość Bomerano (Agerola) z Nocelle, dzielnicą Positano. To jedna z najbardziej spektakularnych tras we Włoszech – biegnie wzdłuż grzbietu Gór Lattari, które stromo opadają do Morza Tyrreńskiego. Z licznych punktów widokowych można podziwiać panoramę wybrzeża, a przy dobrej pogodzie w oddali dostrzec wyspę Capri…nam się udało…
Nazwa „Ścieżka Bogów” nie jest przypadkowa. Według legendy to właśnie tędy przechodziły greckie bóstwa, by uratować Odyseusza przed syrenami z wysp Li Galli, które widać z trasy. Wspominał o niej również włoski pisarz Italo Calvino, opisując ją jako „drogę zawieszoną nad magiczną Zatoką Syren, wciąż żywą w pamięci i micie”. Ten cytat można dziś przeczytać na ceramicznych płytkach umieszczonych przy wejściu na szlak w Bomerano.
Szlak prowadzi przez dziką, niemal nietkniętą przez człowieka przyrodę – gaje oliwne, winnice, pachnącą makię śródziemnomorską i skalne ścieżki, z których rozciągają się widoki zapierające dech w piersiach. Człowiek zostawił tu po sobie jedynie dyskretne ślady: drewniane barierki w niektórych miejscach i dobrze oznakowane tabliczki kierunkowe.
Boginie na szlaku bogów
Pogoda dopisała – słoneczny, ciepły dzień, bez wiatru, z przejrzystym niebem. Z dobrymi humorami i solidnie przygotowane, wsiadłyśmy rano w autobus z Amalfi do Bomerano. Droga okazała się… przygodą samą w sobie. Wąska, kręta trasa pełna zakrętów nad przepaściami, ciągłe zmiany wysokości – piękna, ale dla niektórych wymagająca. Jedna z nas poczuła się nie najlepiej, więc wysiadłyśmy wcześniej i dalszą drogę pokonałyśmy pieszo. I to była świetna decyzja – mogłyśmy podziwiać po drodze miejsca, których z autobusu nigdy byśmy nie zobaczyły.
Po około pięciu kilometrach dotarłyśmy wreszcie do Bomerano. Tam odpoczęłyśmy, zjadłyśmy coś i ruszyłyśmy dalej właściwym już szlakiem.
Trasa zachwyca od pierwszych kroków – widoki są absolutnie spektakularne. Wysokie klify, błękit morza, zapach śródziemnomorskiej roślinności, a gdzieś w oddali wyspa Capri. Po drodze spotykałyśmy koniki, osiołki i kozy pasące się na zboczach, a ciszę przerywały tylko nasze zachwyty od czasu do czasu i odgłosy natury.
Z pozoru łatwa trasa…
Przyznam szczerze – nie byłam przygotowana fizycznie na to, co z pozoru wyglądało na mało wymagającą trasę. W połowie drogi, każdy kolejny kilometr dawał się we znaki, a ciało w pewnym momencie zaczęło odmawiać posłuszeństwa. Czułam każdy mięsień, nogi trzęsły się jak galareta. Były chwile, gdy miałam ochotę usiąść i się popłakać. Zawrócić nie miało sensu – za nami było już zbyt wiele, a przed nami równie dużo.
W momentach największego zwątpienia i słabości spoglądałam na Zofię, moją prawie dziewięcioletnią chrześnicę, która dzielnie maszerowała przede mną, ani razu nie narzekając. Była dla mnie inspiracją i motywacją w jednym.
Choć trasa liczy około 10 kilometrów i zajmuje średnio 6–7 godzin (w zależności od tempa i liczby przerw), wydawała się wiecznością. Ale każdy krok przybliżał nas do Positano i wynagradzał wysiłek – nie tylko widokami, ale też poczuciem, że jesteśmy częścią czegoś naprawdę wyjątkowego.
Positano
Po kilku godzinach marszu dotarłyśmy do Nocelle, maleńkiej, malowniczej części Positano położonej wysoko nad morzem. Z tego punktu zaczyna się ostatni etap – prawdziwe wyzwanie dla nóg: ponad 1500 [niektóre źródła podają 1700] kamiennych schodów prowadzących w dół do drogi wiodącej do centrum Positano. Każdy stopień wydawał się testem wytrzymałości, ale też kolejnym krokiem ku morzu. Widok na wodę w promieniach zachodzącego słońca i kolorowe domki zawieszone na skałach wynagradzał każdy ból mięśni.
Gdy w końcu dotarłyśmy do Positano, kupiłyśmy pamiątkowe magnesy i zgodnie uznałyśmy, że nie zaryzykujemy już powrotu autobusem. Zamiast tego wybrałyśmy prom do Amalfi – cichy, kojący rejs w promieniach zachodzącego słońca był idealnym zwieńczeniem tego dnia. Prosto z przystani poszłyśmy na pyszną kolację, na którą zdecydowanie zasłużyłyśmy po takiej przygodzie.
Kilka praktycznych wskazówek
- Najlepszy kierunek to z Bomerano do Nocelle – wtedy idziesz głównie w dół i masz przed sobą widoki na morze.
- Zabierz wodę, krem przeciwsłoneczny i wygodne buty trekkingowe – podłoże bywa kamieniste.
- Autobus z Amalfi do Bomerano kursuje regularnie (linia SITA), a z Positano do Amalfi najlepiej wrócić promem – to szybsze i o wiele przyjemniejsze.
- Jesień to idealna pora na tę wędrówkę – temperatura jest łagodna, powietrze przejrzyste, a słońce nie męczy tak jak latem.
Dziś, kiedy wspominam ten dzień, nie czuję już zmęczenia – tylko dumę. Dumę, że byłyśmy tam razem, że pokonałam swoje ograniczenia, że mimo trudności dotarłyśmy do końca. Sentiero degli Dei to nie tylko szlak wśród przepięknych okoliczności przyrody.. To także podróż w głąb siebie – pełna emocji, siły i wdzięczności za każdą spędzoną na szlaku chwilę.



















