Monika Mariotti. Polka. Włoszka. Europejka. Obywatelka świata. Aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna. Wokalistka. Scenarzystka. Reżyserka. Artystka przez duże „A”. Współzałożycielka impresariatu Arte Mariotti. Podróżniczka. Kobieta. Urodziła się w Senigalli we Włoszech, z matki Polki i ojca Włocha. Studiowała filologię rosyjską w Perugii, a swoją drogę teatralną rozpoczęła w Rzymie, w Akademii Sharoff. Od lat związana jest również z Polską. Tworzy spektakle, śpiewa, opowiada historie. Jest obecna na scenie i poza nią. Wrażliwa i odważna jednocześnie.
Audycję otworzyła wybrana przeze mnie piosenka „Live Like Horses” Eltona Johna i Luciano Pavarottiego. Monika jest dla mnie jak galopujący koń. Wolna. Doświadczająca. Czująca. Żyjąca. Taka, której nie da się nałożyć uprzęży. Piękna dusza. Jak powiedział Bonaparte: „Nie ma nic piękniejszego niż kobieta w tańcu, koń w galopie i okręt pod pełnymi żaglami.”
Monika wybrała muzykę, której ze względu na wciągającą rozmowę nie puściłyśmy w całości. Były to utwory:
Lucio Dalla „Caruso”,
Officina Zoè „Lu rusciu te lu mare”,
Jusława „Wyleź mi z głowy”,
Alela Diane „Pirate Gospel” oraz
„Dicintencello vuje”. To piosenka, którą Monika wykonuje w dialekcie neapolitańskim do spektaklu telewizyjnego Teatroteki „Jeszcze nie teraz”, w reżyserii Karoliny Porcari, polsko-włoskiej aktorki i reżyserki, którego premiera już w tym roku. To wykonanie dotknęło najczulszych, najgłębszych strun mojego serca. Przygotowując piosenkę do audycji byłam ogromnie wzruszona, również w czasie audycji piosenka doprowadziła mnie do łez. Cała audycja zresztą była piękna, mądra, poruszająca, a słowa wypowiedziane przez moją gościnię zostaną z nami na dłużej. Świadczy o tym również ilość wiadomości, które otrzymałam po jej zakończeniu.
„Chi parla due lingue vive due vite” kto mówi w dwóch językach, żyje dwa życia. Zapytałam Monikę, jak to się stało, że mówi aż w siedmiu i jaki ma to wpływ na jej życie, na jej tożsamość. Zjeździła cały świat, była m.in. w Stanach Zjednoczonych, na Syberii, Mongolii. Opowiedziała gdzie czuje się najbardziej u siebie. Do jakich miejsc najchętniej wraca. Gdzie są jej ludzie. Bo bez względu na szerokość geograficzną my ludzie, mamy bardzo podobne potrzeby. Bliskości, zrozumienia, bycia zauważonym.
Rozmawiałyśmy o tym, co jest trudniejsze czy ostatnie minuty przed wyjściem na scenę czy odpowiedzialność za innych artystów, którzy jej zaufali, których ma pod swoimi skrzydłami w impresariacie Arte Mariotti. Było również o tęsknocie za morzem, o jedzeniu i włoskim domu, który po wielu latach dzięki Monice znów stał się własnością rodziny Mariotti i który za jej sprawą stanie się miejscem otwartym na artystyczne inicjatywy. I tej włoskości, która objawia się w emocjach, w głosie, w sposobie przeżywania świata, intensywnie, prawdziwie, bez półśrodków.
www.artemariotti.com




