Florencja stolica Toskanii, perła renesansu. Miasto, które rocznie odwiedza ponad 20 milionów turystów!!! Na początku wpisu o tym wyjątkowym mieście muszę się Wam jednak do czegoś przyznać: Florencja nie była miłością od pierwszego wejrzenia. Przyjeżdżając początkowo kilkukrotnie do Florencji czułam się przytłoczona, zdezorientowana i nieco oszołomiona. Było pięknie, przepięknie wręcz, ale… Dopadał mnie jak się później okazało tak zwany syndrom Stendhala [jako dwudziestolatka nie miałam pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje].
Skąd wziął się ten syndrom Stendhala? Wesprę się tutaj informacjami znalezionymi na Wikipedii. Nazwa tego syndromu wzięła się od francuskiego pisarza (Marie-Henri Beyle, znany światu, jako Stendhal), który, jako pierwszy przedstawił zaburzenie, jakie dotknęło go w czasie podróży do Florencji właśnie. Nazwa tego syndromu została opisana w pamiętnikach z 1817 roku przez pisarza, który doznał słabości, gdy przyjechał do Florencji i zwiedził galerię Uffizi, odwiedził grób Dantego w Kościele Świętego Krzyża czy też obejrzał „Dawida” Michała Anioła. Natomiast we współczesnej medycynie zaburzenie to pojawiło się na przełomie lat 70. i 80. XX wieku. Zjawisko to po raz pierwszy nazwała włoska lekarz – psychiatra Graziella Magherini w 1979 roku. Zauważyła ona we Florencji więcej takich reakcji na nagromadzenie dzieł sztuki, gdy pracowała w tamtejszym szpitalu Santa Maria Nuova. Po raz pierwszy syndrom został zdiagnozowany w 1982 roku.
W porównaniu ze Sieną [w której mieszkałam ponad pół roku i którą byłam zauroczona od pierwszych minut], Florencja była chaotyczna, duszna, zatłoczona. W Sienie czułam spokój, przestrzeń, wolność. Nawet siedzenie na Piazza del Campo w upalny dzień wśród turystów nie męczyło. W Sienie było czym oddychać, a jej kameralna atmosfera, niewymuszona elegancja niezwykle mi odpowiadały. Tak się jednak życie ciekawie układa, że dało mi możliwość zamieszkania we Florencji na całe pięć tygodni!!! Jesienią 2009 roku znalazłam się ponownie w sercu Toskanii. Zamieszkałam w niewielkim mieszkaniu na ostatnim piętrze kamienicy przy via Guelfa, w centrum miasta. Z okna pokoju było widać kopułę Duomo, na którą spoglądałam pijąc poranną kawę. Otwierałam szeroko okno, bo na parterze znajdowała się cukiernio-piekarnia, więc doznaniom wzrokowym, towarzyszyły jeszcze te smakowe i zapachowe. „Z dołu” dobiegały rozmowy i żarty piekarzy, cukierników. I chociaż moja współlokatorka strasznie chrapała, druga do nikogo się nie odzywała, a pod prysznicem prawie nigdy nie leciała ciepła woda, to było to jedno z najbardziej wyjątkowych miejsc w jakich mieszkałam.
We Florencji przygotowywałam się do egzaminu, kilka godzin dziennie spędzałam w szkole i pilnie się uczyłam. Popołudniami natomiast miałam sporo czasu by poznawać lepiej miasto. Z moją węgierską przyjaciółką zwiedzałyśmy wszystko co tylko było możliwe. Muzea, teatry [Szczególnie spodobało mi się kino w budynku teatru/opery Odeon. Oglądałyśmy tam film Baaria wielkiego Giuseppe Tornatore], brałyśmy udział w wielu wydarzeniach kulturalnych, spędzałyśmy godziny w księgarni na Piazza della Repubblica. Uczestniczyłyśmy w wycieczkach enogarstonomicznych, chodziłyśmy na dyskoteki, testowałyśmy lokale z aperitivo. Niewiele chyba też spałyśmy. Bardzo często rozmawiałam z jednym ze swoich nauczycieli, z Duccio rodowitym Florentczykiem. Mówiłam mu, że bardzo mi się Florencja podoba, ale i tak wolę Sienę. Nie obraził się na mnie za te słowa [mieszkańcy Sieny i Florencji delikatnie mówiąc za sobą nie przepadają, pomiędzy miastami na przełomie wieków toczyło się wiele konfliktów, wojen o panowanie w całej Toskanii], Zaproponował spotkanie. Umówiliśmy się w weekend, spotkaliśmy na moście złotników i ruszyliśmy w stronę Oltarno, czyli na drugą stronę rzeki Arno. Nie zwiedzaliśmy Palazzo Pitti czy ogrodów Boboli [najważniejsze turystycznie zabytki w tej części miasta] …. Najpierw poszliśmy do małej Trattorii jego przyjaciela, gdzie poznałam innych jego znajomych. Cztery stoliki na krzyż i zero turystów, w podobne miejsce poszliśmy na aperitivo. Duccio opowiadał mi o mieście, o historii swojej rodziny. Akurat na zachód słońca dotarliśmy na Piazzale Michelangeolo, na plac będący punktem widokowym, z którego możemy podziwiać zapierającą dech w piersiach panoramę Florencji…. No i przepadłam! [do dzisiaj pamiętam wszystko, każdy szczegół jakby to było wczoraj]. Na koniec poszliśmy tańczyć salsę, też nie wiem gdzie. Wiem jednak, że bez Duccio nie miałabym szansy tam dotrzeć akurat w te miejsca. Poczułam ją… Firenze!
Florencja przez ponad tysiąc lat była niewielkim, mało znaczącym miasteczkiem rzymskim [wystarczy spojrzeć na układ ulic i już wiemy, kto tu był]. Dzisiejszy plac Piazza della Repubblica był dawnym Forum Romanum czyli centrum miasta, gdzie toczyło się życie. Miasto znajdowało się ze strategicznego punktu widzenia za daleko od morza, nie posiadało złóż mineralnych… Ot, małe miasteczko jakich wiele w pięknej okolicy. Dopiero powstały na wzgórzu klasztor benedyktynów San Miniato [stąd również mamy przepiękne widoki] przyczynił się to do wzrostu znaczenia samego miasta. Fasada kościoła zapoczątkowała również nowy styl w architekturze i sztuce „romanico fiorentino”. Fiorentina – kwitnąca. Florencja na to miano zasłużyła sobie później, a lilia w jej herbie miała symbolizować kwitnącą gospodarkę. Do rozkwitu miasta przyczynili się w znacznej mierze właśnie zakonnicy dzięki którym powstawały przepiękne kościoły. Największe zasługi dla miasta miał słynny ród Medyceuszy [o tej rodzince powstał niedawno serial, a i ja chętnie w przyszłości Wam więcej o niej napiszę]. Dzisiaj Florencja to muzeum na świeżym powietrzu, takiej ilości dzieł sztuki przypadającej na 1m2 powierzchni nie ma chyba w żadnym innym mieście na świecie . Nie trzeba wchodzić do muzeów [chociaż warto!!!] by się o tym przekonać. Miasto to jest wyjątkowe pod wieloma względami, to kolebka renesansu. To tu narodziły się banki, moneta fiorino należała do jednych z najważniejszych i najcenniejszych w Europie. Wspomniany już ród Medyceuszy był jednym z najbardziej potężnych na naszym kontynencie. Nie wspominając o Michale Aniele, Dante Alighieri, Leonardo Da Vinci i innych WIELKICH!
Uffizi – wraz z paryskim Luwrem chyba najważniejsze muzeum w Europie. Muzeum stworzone przez wybitnego Giorgio Vasari [prace rozpoczęto w 1560 r]. Znajdują się się dzieła sztuki włoskich geniuszy, których nawet nie zacznę wymieniać. Początkowo były tu biura i siedziba sądów, różnych instytucji księstwa Florencji, by następnie zamienić się w prywatną Galerię rodziny Medyceuszy. Powoli miejsce zaczęło być udostępniane znajomym oraz szerszej publiczności. Poza rozmowami o sztuce, odbywały się tu wesela, załatwiano interesy. Co może nieco zaskakiwać pierwsi odwiedzający podziwiali i cenili bardziej rzeźby aniżeli obrazy, oddając tym samym cześć starożytności i jej zdobyczom. Dzisiaj muzeum odwiedza ponad 2 miliony turystów rocznie, a jednym z najważniejszych dzieł sztuki pozostaje niezmiennie „Narodziny Wenus” Boticellego. Osobiście bardzo lubię ten obraz. Artysta tworząc dzieło na zamówienie Lorenza i Giovanniego di Pierfrancesco de’Medici inspirował się wierszami „Stanze „Angelo Poliziana „Dziewczę nieziemskiej piękności stoi na muszli, przez lubieżne zefiry spychanej ku brzegowi morza, a niebiosa zdają się radować (…)”. Bardzo długo nie mogłam się przemóc by odwiedzić to miejsce, nawet wtedy, gdy mieszkałam przez kilka tygodni we Florencji. Myślę, że dobrze się stało. Odwiedziłam Uffizi jako świadoma kobieta, która potrafiła docenić jak wspaniałe dzieła miała przed swoimi oczami.
Duomo di Firenze i jego kopuła, dzieło wielkiego Filippo Bruneleschi, człowieka swoich czasów [architekt, artysta, matematyk, inżynier, człowiek renesansu]. Takiej kopuły nie widział nikt wcześniej, nikt nie myślał by było możliwe stworzenie czegoś tak imponującego bez rusztowania z podłoża. Ma ona u swej podstawy 46 metrów średnicy i 74 metry wysokości!! Zgadniecie ile waży? 25 000 ton!!!! O katedrze florenckiej i jej historii przeczytacie wszędzie, więc ja nie będę się rozpisywać. Zwróćcie jednak uwagę podziwiając kościół na pewną rzeźbę. Na jednej ze ścian, znajduje się głowę byka, woła… Oczywiście wiąże się z nim pewna historia. Głowa zwierzęcia znajduje się naprzeciw sklepu, który w czasach budowy katedry był piekarnią. Piekarz był żonaty, ale żona była niewierna i zdradzała go ze stolarzem, który pracował przy katedrze. Po jakimś czasie piekarz zorientował się, że żona go zdradza i zarówno ją jak i jej kochanka pozwał. Proces wygrał i na zawsze rozdzielił zakochanych! Stolarz w zemście wyrzeźbił na ścianie głowę byka, by piekarz nań spoglądając, wychodząc przed sklep nigdy nie zapomniał, że przyprawiono mu rogi.
Piazza della Signoria. O tym wyjątkowym miejscu również można by się rozpisywać. Znajduje się tu urokliwa, przepiękna, stara kawiarnia w której podają najlepszą gorącą czekoladę w mieście. Tutaj znajduje się kopia rzeźby słynnego Dawida Michała Anioła [oryginalna jest w Museo dell’ Accademia], fontanna Neptuna o twarzy niezwykle podobnej do Cosimo I de Medici. Przypadek? 🙂 Tutaj jest też jeden z bardziej charakterystycznych budynków miasta Palazzo Vecchio, dawna siedziba rady miasta ze swoją wysoką 94 metrową, charakterystyczną wieżą. Na jednej ze ścian na lewo od budynku, patrząc w stronę Ufizzi znajduje się rysunek, twarz „wyskrobana” na cegle/kamieniu. Dzieło Michała Anioła. Czyja to twarz? Pracujący przy Palazzo Vecchio Michał Anioł codziennie pokonywał tą samą drogę do pracy i codziennie zaczepiany był przez mieszkańca Florencji. Ten był bardzo, bardzo męczący i powiadał wciąż te same historie. Pewnego dnia Michał Anioł był już tak podirytowany, że podczas gdy mężczyzna mówił, ten stworzył jego portret.
Most złotników – symbol miasta. Niezaprzeczalnie! Jako ciekawostka jest to najstarszy most kamienny w Europie!. Palazzo Vecchio z Palazzo Pitti połączony jest korytarzem tzw. „korytarzem Vassariego”, który przebiega również przez most, w jego najwyższej części. Miał on na celu poruszanie się pomiędzy rezydencjami Medyceuszy bez kontaktu z plebsem [ Dziś mieści się tu galeria sztuki]. Pierwotnie na moście mieściły się sklepy rzeźników oraz rybne, później garbarzy. W 1593 roku książę Ferdynard I zarządził ich usunięcie i zezwolił na powstanie w tym miejscu jedynie warsztatów złotników i jubilerów.
Piazza Santissima Annunziata to zdecydowanie jedno z „moich” miejsc. Na placu tym [poszukajcie] znajduje się okno otwarte. I niby nic w tym dziwnego, ludzie otwierają okna, wietrzą mieszkania. To konkretne, otwarte jest jednak przez cały rok. Budynek należał do rodu Grifoni. Jeden z jej członków ożenił się, na krótko po tym jak przeprowadziła się do niego żona, on dostał wezwanie do wojska. Przez okno o którym mowa, moda żona wypatrywała powrotu męża, co niestety nigdy nie nastąpiło. Po śmierci kobiety, owe okno zostało zamknięte, co zapoczątkowało serię dziwnych i przerażających zjawisk paranormalnych pojawiających się w domu. Postanowiono więc otworzyć okno, które już nigdy nie zostało zamknięte. Mowa tu o księciu Ferdinando I, którego posąg znajduje się na placu, a on spogląda się w kierunku naszego okna. Na placu odbywają się jarmarki, które są niezwykle malownicze. Znajdziemy tu antyki, wiele rękodzieła i więcej Włochów niż turystów. Jest to zresztą ulubiony plac Florentczyków. Mamy tu kościół Santa Annunziata, Muzeum Archeologiczne i Spedale degli Innocenti. Miejsce wyjątkowe, zaprojektowane przez twórcę kopuły Duomo, a więc wielkiego Brunneleschi. Otwarty w 1445 r. budynek był pierwszym w Europie przytułkiem dla dzieci. Dziś mieści się tu sierociniec, a ceramiczne tonda Luca della Robbii, obrazujące niemowlęta w pieluszkach, informują o funkcji budynku.
Florencja to miasto kościołów. O Santa Croce, San Lorenzo, Santa Maria Novella z którymi wiąże się wiele historii na pewno napiszę z pewnością. O Mercato Centrale oraz gdzie wybrać się na najlepsze aperitivo oraz pizzę również. Oraz o tym, co jada się we Florencji poza słynnym stekiem…Ale to już w nowym 2020 roku!














