Urodziłam się jesienią, ale nie tylko z tego powodu tak bardzo lubię tę porę roku. Lubię jesień za leniwe wieczory pod kocem, z dobrą książką i dobrą herbatą. Lubię polską, złotą jesień za kolorowe liście na drzewach, za te szeleszczące pod butami też, za spacery po lesie. Przede wszystkim jednak kocham jesień za pierogi z dynią!
Przyznam się, że lepienie pierogów nigdy nie nalezało do moich ulubionych czynności. Nie wyobrażam sobie jednak świąt bez własnoręcznie ulepionych pierogów i uszek z grzybami. Teraz nie wyobrażam sobie jesieni bez pierogów z dynią i masłem szałwiowym. Jem je cały październik, częstuję bliskich i mrożę z nadzieją, że tym razem doczekają chociaż grudnia. Kilkanaście lat temu spróbowałam włoskie cappelletti alla mantovana i stały się one jednym z moich ulubionych dań. Spolszczyłam jednak nieco przepis, który znajdziecie poniżej. Nasze pierogi są większe więc robi się szybciej, a wszystkie składniki łatwo dostępne więc każdy może je zrobić.
Składniki
- 2 kg dyni [piżmowej i/lub muskat]
- 200 gr sera parmiggiano reggiano [grana padano ewentualnie]
- kilka rozkruszonych ciasteczek amaretti lub bułka tarta
- sól , pieprz
- gałka muszkatałowa
- 500 gr mąki
- jajko
- szklana gorącej wody
- masło
- szałwia
Przygotowanie
Najważniejszym składnikiem jest oczywiście dynia. Kilkanaście lat temu w sklepach i na lokalnych bazarach nie było zbyt dużego wyboru, o ile w ogóle. Na szczęście dzisiaj nie mamy już z tym problemu. Do przygotowania swoich pierogów wybieram dwa rodzaje; dynię muskat [zielona i płaska] i dynię piżmową.
Nastawiam piekarnik na ok. 190-200°, na 30 minut. W międzyczasie myję dynie, kroje na mniejsze kawałki i układam na blaszkę, skórkami do dołu. Nie przykładam uwagi do kształtu kawałków ani ich wielkości, gdyż później i tak ściągam z nich skórkę, a dynię rozgniatam widelcem. Dynia jest gotowa, gdy jest po prostu miękka co sprawdzam widelcem raz na jakiś czas. Po upieczeniu zostawiam ją na noc aby zupełnie ostygła i aby pozbyć się ewentualnego nadmiaru wody.
Następnego dnia pozbywam się nadmiaru wody, obraną dynię rozgniatam wspomnianym wcześniej widelcem. Dodaję odrobinę pieprzu i soli [pamiętajcie żeby nie przesadzać, bo dodajemy jeszcze ser]. Jaki ser? Najlepiej parmiggiano reggiano. Grana padano jest trochę zbyt delikatny w tym przypadku, ale też może być. Rozkruszone ciasteczka amaretti bądź bułka tarta [którą używam najczęściej] mają dwa zadania; pochłonąć pozostałą wilgoć z farszu i nadać mu chrupkości. Na koniec ścieramy gałkę muszkatołową, lubię jak jest wyczuwalna, więc daję jej całkiem sporo. Mieszamy wszystko razem i gotowe!
Ciasto na pierogi. U mnie sprawdzają się proporcje jak wyżej. Do przesianej mąki dodaję sól, wlewam szklankę gorącej wody. Mieszam powili drewnianą łyżką, następnie dodaję jajko i zagniatam do momentu aż po przekrojeniu ciasta pojawią się pęcherzyki powietrza. Odstawiam ciasto na 10-15 min by chwilę odpoczęło, po czym biorę się za lepienie pierogów.
Pierogi najlepiej jeść polane masłem szałwiowym. Gwarantuję! jak raz spróbujecie tych pierogów, będziecie chcieli więcej! Nigdy o nich nie zapomnicie! *
*przetestowane na rodzinie i przyjaciołach 🙂







