O Capri marzyłam bardzo, bardzo długo… Są takie miejsca o których istnieniu wiemy chociaż nie wiadomo skąd. Wiele słyszałam o tej niewielkiej wyspie przed przyjazdem. Tak wiele pięknych zdjęć i filmów. Kiedy po raz pierwszy pojechałam do Neapolu zdecydowałam się jednak wraz z przyjaciółką popłynąć na Ischię. Największą i najbardziej zieloną z wysp Zatoki Neaoplitańskiej. Kolejnym razem popłynęłam na najmniejszą i najbardziej kolorową z wysp, na Procidę.
Capri uznawana jest za jedną z najpiękniejszych i najbardziej zachwycających wysp na świecie. Capri? Widziałam. Świat tam wykuty ze skały. Brzeg dziki, poszarpany…. Dzisiaj cytując Marię Konopnicką mogę już powiedzieć Capri? Widziałam. Widziałam i potwierdzam! To jedno z najbardziej bajecznych miejsc na świecie.
I w końcu nadszedł ten dzień! Nadszedł dzień wyjazdu na Capri, ale przed… Będąc w Neapolu nie można przecież nie zjeść pizzy. Udaliśmy się więc z narzeczonym do pizzerii Pellone na obiad, a po nim już prosto do portu. Z Molo Beverello odpływają statki na wszystkie wyspy Zatoki Neapolitańskiej. Kupiliśmy bilety i czekaliśmy. Pech chciał, że akurat przyszło załamanie pogody, najbrzydszy dzień i najsilniejszy wiatr od kilku miesięcy. Wsiedliśmy na statek licząc, że 55 minut na pokładzie minie szybko… Statek właściwie frunął nad falami, a wcześniej zjedzona pizza przewracała się w żołądku. Gdy dopłynęliśmy do Marina Grande byłam szczęśliwa, że moje stopy dotknęły stałego lądu i prawdę mówiąc zupełnie nie zwracałam uwagi na to co dookoła.
Mała, zajmująca zaledwie 10,4 km2 powierzchni wyspa ma naprawdę wiele do zaoferowania. Geologicznie jest przedłużeniem Półwyspu Sorentyńskiego. Białe, wapienne skały, wynurzające się z Morza Tyrreńskiego są częścią długiego łańcucha górskiego. Miłośnicy trekkingu znajdą tu liczne szlaki. Szukający spokoju wiele miejsc przepięknych miejsc z dala od tłumu turystów. Miłośnicy luksusu i dolce far niente również nie będą rozczarowani. Brzmi wspaniale, prawda? Wiecznie zielona wyspa charakteryzująca się łagodnym klimatem i zapierającym dech w piersi widokami. Homer nazwał ją wyspą kwiatów. Jest niczym rajski ogród unoszący się nad lazurową wodą.
Wyspa jak wiele miejsc w dzisiejszej Italii znajdowała się pod panowaniem Grecji. Następnie weszła w granice Cesarstwa Rzymskiego. Była ulubioną wyspą cesarzy udających się na wakacje. Wypoczywali tu Okrawian August, Tyberiusz. Po ich śmierci wraz z upadkiem Cesarstwa o wyspie zapomniano na wiele stuleci. Na nowo odkryto ją na początku XIX wieku. Turystów przyciągała tu Lazurowa Grota słynąca z wyjątkowego koloru wody będącego efektem światła przedostającego się tu licznymi szczelinami, które jest rozpraszane przez ściany jaskini.
I tak jak w starożytności posiadali tu wille cesarze [ich ruiny są dzisiaj atrakcją turystyczną], tak dzisiaj posiadają tu wille znane osobistości. Capri dzieli się na dwie części: głośniejszą i bardziej zatłoczoną Capri oraz bardziej spokojną i górzystą Anacapri. Zdecydowaliśmy się na pensjonat w jednym z najodleglejszych od portu miejsc na wyspie. Mały pensjonat, cisza, spokój i widok na morze.
Sposobów przemieszczania się po wyspie jest kilka. Piechotą. Autobusami. Taksówkami. My natomiast zdecydowaliśmy się na skuter, który zapewnił nam pełną swobodę i niezależność. Ze względu na niezbyt korzystne warunki pogodowe brak planu był świetnym planem. Stwierdziliśmy, że będziemy działać spontanicznie.
Punta Carena. Przylądek Carena jest najbardziej wysuniętym na południowy-zachód punktem wyspy, jest więc to miejsce idealne by podziwiać zachody słońca. Zachód słońca podczas silnego wiatru i wzburzonego morza i fal z ogromną siłą uderzających o skały jest naprawdę widokiem robiącym ogromne wrażenie. Jest to również jedno z najlepszych miejsc na wyspie na plażowanie. Świetna infrastruktura i słońce przez cały dzień. Znajduje się tu działająca od 1867 latarnia morska. Druga największa, zaraz po Genui w Italii. Dostępny dla odwiedzających jest punkt widokowy Belvedere da Sognatore i Zona Romantica, strefa w której całowanie się jest obowiązkowe. Jak, trzeba to trzeba! 😉
Najwyższa góra wyspy, Monte Solaro wznosi się na wysokość 589 m n.p.m. Na szczyt możemy dostać się pieszo lub wyciągiem krzesełkowym Seggiovia z Anacapri, z Piazza Vittoria. Podróż trwa 12 minut, a z wyciągu możemy obserwować panoramę okolicy. Na szczycie góry znajduje się znany ze wszystkich przewodników, blogów o Capri- pomnik rzymskiego cesarza Oktawiana Augusta, a także piękny widok na charakterystyczne skały Faraglioni. Przy dobrej widoczności zobaczymy Zatokę Neapolitańską i Wezuwiusza, Półwysep Sorrentyński, a czasem nawet Kalabrię.
Jednym z miejsc, które zdecydowanie warto zobaczyć będąc w tej części wyspy jest Willa San Michele należąca obecnie do Państwa Szwecji. Zbudował ją szwedzki lekarz i pisarz Alex Munthe. Chciał on stworzyć dom otwarty na słońce, na wiatr i na odgłosy morza. Uważał, że dusza musi mieć więcej przestrzeni niż ciało. Kochał zwierzęta. Wykupił nawet górę znajdującą się za domem by chronić przed myśliwymi mieszkające tam ptactwo. Historię budowy willi opisał w książce Historia San Michele, jednym z pierwszych światowych bestsellerów. Przez lata była to po Biblii i Koranie najczęściej czytana książka na świecie. Największe wrażenie robi jednak wspaniały ogród pełen kwiatów, cyprysów, kolumn i pergoli. Widok na Zatokę Neapolitańską naprawdę zapiera dech w piersi.
W Anacapri znajduje się miejsce szczególne, które w jednej chwili stało się miejscem dla nas wyjątkowym. Kiedy po kilku godzinach zwiedzania zgłodnieliśmy postanowiliśmy coś zjeść. Internet pokazał otwartą restaurację w okolicy naszego b&b. Po dotarciu okazało się jednak, że jest już zamknięta. Byliśmy naprawdę głodni! Przesympatyczna, cudowna kobieta Emilia prowadząca restauracje z dziećmi zrobiła dla nas wyjątek. Nakryła do stołu i podała własnoręcznie przygotowane ravioli z sosem pomidorowym. Jedne z najlepszych jakie jadłam w życiu!! Do tego wspaniałe desery i wino. Przepiękne widoki oraz opowieści o rodzinie, restauracji, gotowaniu, codzienności na wyspie. Czuliśmy się jak z wizytą u dawno niewidzianej cioci. Wróciliśmy jeszcze tego samego wieczoru i wracać będziemy.
Większość czasu za dnia spędzaliśmy w Anacapri, wieczorami natomiast wsiadaliśmy na skuter i ruszaliśmy do Capri. Jednodniowi turyści odpłynęli już z wyspy, pozostali tylko Ci nocujący w hotelach i mieszkańcy. Mogliśmy w końcu poczuć atmosferę miejsca. Miasteczko Capri jest eleganckie i szykowne. Tutaj można, a nawet trzeba się pokazać. Prawdziwa rewia mody. Wytworne, luksusowe hotele i ulice pełne markowych butików. Chyba nigdzie indziej na świecie nie ma ich tak wiele na tak małej powierzchni. Sercem Capri jest Plac Umberto I, który nazywany jest potocznie Piazzetta. Kapryjczycy mówią na nią piazza lub w dialekcie ’a chiazz. Rozchodzą się z niego ulice w różnych kierunkach w których warto się zgubić.
Pięknem Marina Grande zachwyciłam się [dopiero] ostatniego dnia pobytu, o poranku na chwilę przed samym opuszczeniem wyspy. Niebo tym razem było błękitne, świeciło słońce i wiatr w końcu ustał. Przede mną zapowiadał się spokojny rejs. Dostrzegłam więc łodzie rybackie na tle kolorowych domków. Górujący nad nimi kościół poświęcony patronowi wyspy San Costanzo. Wejście do kolejki, która zabiera turystów z portu do centrum miasteczka. I wiele innych szczegółów…
W walizce piękne zwiewne sukienki, których przez 3 dni nie miałam możliwości włożyć. Pomimo zmiennej pogody jestem oczarowana wyspą. Żadne ze słów zachwyty, nie są przesadą. Czuję ogromny niedosyt, więc wrócę po raz kolejny. Wybieracie się ze mną?























