Mój czerwcowy wyjazd do Toskanii był jednym z najbardziej niezwykłych pobytów w Italii. Powodów było kilka. Wielu z nas odczuło brak możliwości podróżowania bądź wielu utrudnień z tym związanych. Jak już dojechałam wszystkie widoki były jeszcze piękniejsze. Smaki i zapachy jeszcze bardziej intensywne. Czułam i nadal czuję ogromną wdzięczność w sobie, że mogłam budzić się pod słońcem Toskanii, po prostu tam być. Pod względem kulinarnym również była to wyjątkowa podróż. Nie przypominam sobie bym kiedykolwiek we Włoszech aż tyle jadła, ale jak wspominałam w tekście o Bolonii, nie żałuję. Chętnie powtórzę. Była to również niezwykle sentymentalna, wzruszająca i radosna podróż. Wróciłam do miast w których mieszkałam, a przede wszystkim spotkałam ludzi, których kocham. Z którymi mogłam się mocno i serdecznie przytulić, porozmawiać przy dobrym winie.
W tytule napisałam „leniwy dzień w Toskanii”. Możliwe, że to właśnie dlatego tak trudno mi dzisiaj poskładać słowa w zdania. Chciałabym znów przenieść się do Val d’Orcia i zabrać Was ze sobą. Przypominam sobie ten dzień, zamykam oczy i uśmiecham się. Będąc tam również się uśmiechałam, oczy miałam jednak szeroko otwarte. Wspaniale jest wracać w miejsca w których byliśmy, ale równie wspaniale jest odkrywać miejsca w których jeszcze nie znamy. Tak było właśnie tym razem. Mój pierwszy raz w Pienzy i Montepulciano.
Po wspaniałym śniadaniu w ogrodzie przygotowanym przez Antonellę [właścicielkę naszego b&b] przyszła pora na Pienzę, która wraz z otaczającą ją doliną została wpisana na światową listę dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Miasteczko szczególnie upodobali sobie papieże. Jeden, którego był to dom rodzinny postanowił je przebudować i „uhonorować” zmieniając nazwę z Corsignano na właśnie Pienza. Mowa tu o Piusie II. Drugi z papieży ściągnął z Florencji architekta Bernardo Rosselinego, który zaprojektował główny plac. Niby nic takiego, każde toskańskie miasteczko ma jakiś tam plac. Warto jednak podkreślić, że powstał on w zaledwie 3 lata!! Był też pierwszym w dziejach renesansowym założeniem urbanistycznym. Udałam się więc na Piazza Pio II, który nie uległ przeobrażeniom od połowy XV wieku. Stoi przy nim trawertynowa, renesansowa [jakżeby inaczej] katedra. Przy placu też znajduje się Palazzo Piccolomini [ rezydencja papieska] oraz Palazzo Pubblico [ siedziba władz miejskich]. Z Pienzy roztaczają się przepiękne widoki na Val d’Orcia, można je podziwiać zarówno z murów, ze specjalnie w tym celu przygotowanej ścieżki spacerowej lub z kilku punktów widokowych. Miasteczko zbudowane jest z piaskowca i trawerynu, który w połączeniu z kwiatami wygląda cudownie. Pienza wręcz tonie w kwiatach. Pachnie jaśminem, winem i pecorino.
I tych przyjemności oczywiście nie mogłam sobie odmówić. Pienza słynie na całym świecie z produkcji serów owczych oraz wina, które tu mają niezwykłe walory. Ja wybrałam przeuroczą restaurację w dzielnicy Case Nuove, a w niej ravioli z pecorino, orzechami wloskimi i lampkę Rosso z Montepulciano. Istna bomba jak mi powiedział mój włoski przyjaciel. Chociaż nie jest to najlepsze połączenie przy 40 stopniach, kto by się przejmował! Jesteśmy na wakacjach!! A wszystko co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi jest najlepszym wyborem.
Na drodze z Pienzy do Montepulciano można kupić w małej fattoria właśnie pecorino, jeden z najlepszych serów wg rankingów ser na świecie. O miejscu opowiedziałam mi Antonella, kopalnia wiedzy na temat regionu. Zatrzymałam się tam jedynie na chwilę po ser. Wyszłam z trzema jego rodzajami, z oliwą z oliwek, truflami i winem…a także z historią rodziny. Przemiła ragazza, dziewczyna wnuka założycieli „firmy” opowiedziała mi o jej początkach. O pochodzącym z Sardynii właścicielu, o trudach II wojny światowej i życia po niej oraz o tym dlaczego Val d’Orcia… Powód prozaiczny. Tereny te były trudne w uprawie, niezamieszkałe więc były po prostu tanie. Pierwsze lata życia nie należały do najłatwiejszych. Były to lata pełne wyzwań, poświęceń które można było pokonywać dzięki miłości, wsparciu siebie nawzajem i nadziei na lepsze jutro. Pietrino Cugisi z żoną Maria Antonią Mulas wraz z szóstką dzieci zasiedlili stary rolniczy dom nazywany „La Buca Nuova” wraz z 50 hektarami ziemi. W pewnym momencie postanowili przeznaczyć część mleka na produkcję serów na sprzedaż. W czym przez lata się wyspecjalizowali, a synowie i wnukowie kontynuują rodzinną tradycję. Sery potwierdzam, choć znawcą nie jestem…przepyszne!!
Przyszła pora na słynne Montepulciano. O winach z Monteulciano (i o kilku innych) słyszałam zanim polubiłam picie wina. Miasteczko jest popularne i bardzo turystyczne, ale w 2021 ruch jest niewielki. I chociaż słyszałam, że po Toskanii podróżuje wielu Polaków ulice miasteczka były właściwie puste. Pani w biurze informacji turystycznej była tak szczęśliwa na mój widok, że nie nadążałam jej słuchać, tak dużo chciała mi przekazać. Miasteczko powstało na długim, wąskim grzbiecie góry Pulciano, a do jego projektowania zatrudniono najlepszych architektów. Co widać! Zdecydowanie widać tu florencki charakter! Od początku XVI wieku było pod władaniem Medyceuszy! Montepulciano ma jednolitą renesansową zabudowę, która nikogo nie pozostawi obojętnymi. Z XVI-wiecznych murów [przez które do centrum prowadzi 6 bram] rozpościerają się malownicze widoki na okolicę. Centrum to oczywiście plac – Piazza Grande. Przy którym znajduje się?? Chyba Was nie zaskoczę ; ] Katedra! Ta konkretna ma niedokończoną fasadę. W środku podobno piękne malarstwo sieneńskie. Nie wiem, nie wchodziłam… Przyznam uczciwie po prostu nie chciało mi się. Usiadłam na schodach i patrzałam na włoskie dzieci grające w piłkę. Obok katedry znajduje się gmach ratusza z kamienną wieżą Palazzo Pubblico oraz dwa inne palazzi: Tarugi i Contucci. Placyków z pięknymi budynkami jest zresztą więcej.
Warto je odkrywać na własną rękę, bez przewodnika gubiąc się między uliczkami. I zachwycać się, nawet jeśli nie znamy ich historii ani rzeczywistej artystycznej wartości. Dzień spędzony w Pienzy i Montepulciano był ostatnim spędzonym w Val d’Orcia, miałam ochotę więc chłonąć miejsce, podziwiać widoki, rozmawiać z ludźmi. Trafiłam to artysty, który podobnie jak mój tato robi intarsje, coś na kształt witraży, ale z drewna, z jego różnych gatunków. Opowiadał o swojej zmarłej 7 lat temu żonie, o inspiracjach obrazów, był podekscytowany mówiąc o przepięknym kawałku drewna. Z innymi rozmawiałam o wypalaniu ceramiki, jego studiach i życiu z pasją.
Nie byłabym sobą, ale jedynie wspomnę… o pysznych pici ze świeżymi truflami, które tam jadłam. Chciałabym się jednak skupić na dwóch miejscach których nie można ominąć będąc w Montepulciano. Najcenniejsze jest to co niewidzialne dla oczu, co wielu turystów pomija. To podziemne miasto. Pod szlacheckimi kamienicami Tarugi, Avignonesi, Del Pecora i Batignani kryją się piwnice gotycko-renesanowe oraz łączące je przejścia i tunele. Znajdują się tu krypty, małe fontanny, a nawet oryginalne, autentyczne etruskie grobowce. Odwiedziłam jedno z takich miejsc. Rodzina Ercolani to pasjonaci i miłośnicy sztuki, którzy otworzyli trzy małe muzea, które możemy zwiedzać za darmo. Kamiennymi schodkami schodzimy do piwnic, gdzie znajdują się eksponaty związane z historią piwnic i sztuką winiarstwa, skamieniałości i dawne narzędzia tortur. Zanurzone w ciągłym przepływie czasu, beczki zawierają Vino Nobile di Montepulciano i vinsanto D.O.C. które tutaj kończą delikatny proces starzenia. Miejsce możemy zwiedzać sami bądź z przewodnikiem opowiadającym historię miejsca, zakończoną degustacją lokalnych produktów.
Drugim miejscem jestem zachwycona, podobnie jak był nim zachwycony Federico Fellini. To Caffe’ Poliziano. Jedna z najstarszych kawiarni w Italii, elegancka i wyrafinowana. Z zachowanym oryginalnym wystrojem. Są tu trzy przepiękne sale. Kawę możemy wypić zarówno wewnątrz jak i na balkonie z widokiem na okoliczne pagórki, winnice i Jezioro Trazymeńskie. Kocham kawę, włoską dobrą kawę, uwielbiam filiżanki do espresso. [Mam ich całkiem sporą kolekcję, powstrzymuję się by nie kupować nowych, bo nie mam ich gdzie trzymać]. Jak więc tylko zobaczyłam gabloty/witryny filiżanek do espresso oszalałam z wrażenia. Były ich setki a nawet tysiące!!!














