Spotkałam się kilka dni temu z dawno niewidzianym znajomym ze studiów. Rozmawialiśmy o tym co u nas słychać, wspominaliśmy. Pamiętał, że od zawsze mówiłam coś o Włoszech, ale najbardziej jak na wykładach, na pierwszym roku zamiast słuchać profesora uczyłam się włoskich słówek. Zdążyłam już o tym zapomnieć, ale faktycznie tak było!! Powiedział mi, że w tym roku planuje wybrać się w końcu do Włoch i zapytał jakie miejsce/region bym mu poleciła! Ha! I to było jedno z najtrudniejszych pytań jakie mi zadano. Właściwie bez zastanowienia odpowiedziałam: Salento! Już po spotkaniu zaczęłam się zastanawiać skąd taka szybka odpowiedź? Tysiącami miejsc się zachwycałam, w setkach czułam się dobrze. Z miejsc w których byłam, a do których na pewno wrócę nie raz będzie bez wątpienia właśnie Salento. Dlaczego? Bo gdy zamykam oczy widzę kolor morza piękniejszy niż gdziekolwiek indziej, piję primitivo leżąc na hamaku w gaju oliwnym, błądzę uliczkami Gallipoli… bo będąc w Szczecinie, jestem tam!
A więc Salento!! Trochę informacji bardziej praktycznych dla mojego kolegi i dla wszystkich, którzy jeszcze przed chwilą nie mieli planów na wakacje. Pora na konkrety! Pora pakować walizki! Pronti?
Salento to skrócona, potoczna nazwa Półwyspu Salentyńskiego znajdującego się w południowej części regionu Puglia, pomiędzy morzem Jońskim i Adriatyckim. Na mapie to po prostu obcas włoskiego „kozaka”.
Jak dojechać i jak się poruszać? Samolotem do Bari, a jeszcze lepiej do Brindisi. Pomimo wielu stereotypów komunikacji na południu, działa tu bardzo sprawnie i punktualnie, a pociągi i autobusy są czyste i zadbane. Można nimi dotrzeć do naprawdę wielu miejsc. Chociaż jak wiadomo nie wszędzie, a ja w podróży najbardziej cenię sobie niezależność i brak ograniczeń, zdarza się zmienić kierunek podróży czy po prostu dłużej pospać. Mimo wszystko więc Wam również polecam wynajem samochodów. Odpowiednio wcześnie rezerwując koszty są naprawdę nieduże. W przypadku Pugli zaskakująco niskie.
Kiedy jechać? Oczywiście, że odpowiem kiedy tylko mamy taką możliwość, kiedy znajdziemy korzystne bilety lotnicze. Z praktycznego punktu widzenia najlepiej na wiosnę [maj] i wczesną jesienią [połowa września], kiedy to woda w morzu jest wciąż cieplutka i jest zdecydowanie mniej turystów niż w sezonie.
Gdzie nocować? W zależności od preferencji i zasobności portfela, wybór jest ogromny. Tradycyjnie wybieram małe, klimatyczne obiekty. Podczas wyjazdu do Salento była to miejscowość Torre Specchia Ruggieri, mały rodzinny b&b. Pokój z tarasem, z którego w piżamie można było podziwiać wschody słońca. Śniadania z typowo puglijskimi słodkościami serwowane były w przepięknym ogrodzie. Sama miejscowość była idealną bazą wypadową i wypoczynkową [przepiękna plaża]. Południe Włoch, szczególnie Puglia oferuje nam noclegi w miejscach zwanych Masserie. Masseria to kompleks budynków wiejskich/rolnych w którego skład wchodziły niegdyś pomieszczenia dla właścicieli, służby, rolników, pasterzy, jak również obory dla zwierząt, miejsca do przechowywania paszy i narzędzi. Te prawie całkowicie samowystarczalne kompleksy otoczone były murami z wieżami obronnymi. Dzisiaj wiele zostało przekształconych w eleganckie, butikowe hotele o niepowtarzalnym charakterze. Mój pobyt w masseria był niezapomniany, a o wrażeniach napiszę z pewnością.
Gallipoli
Nazwa miejscowości pochodzi z greki i oznacza po prostu „piękne miasto”. Najstarsza, pamiętająca starożytne czasy część miasta znajduje się na wyspie otoczonej masywnymi murami obronnymi. Niegdyś chroniły Gallipoli przed najeźdźcami, dziś chronią je przed falami sztormowymi. Przyjedźmy rano i koniecznie udajmy na prawdziwy targ rybny, znajdujący się w oryginalnej fosie imponującego zamku Angevin, zbudowanego w XVI wieku na zamówienie Carlo D’Angiò. Po przekroczeniu murów tej wyjątkowej twierdzy, błądząc labiryntami pochodzących z czasów greckich uliczek przenosimy się w czasie. Kiedyś wszystko miało swoje znaczenie, było przemyślane, również skomplikowany układ wąskich uliczek. Miał dać ochłodę w upalne dni oraz przeciąć spiralę wiatrów wiejących przecież ze wszystkich stron. Jest to twierdza niemal całkowicie otoczona morzem! Leniwie spacerując zwróćmy uwagę na piękne kamienice: Pirelli, Palazzo del Seminario, Palazzo Romito , Palazzo d’Ospina i Palazzo Venneri. Miejsc sakralnych na tej stosunkowo niewielkiej powierzchni jest bardzo dużo. I chociaż osobiście wolę jeść pyszne gelato obserwując mieszkańców i ich życie, to dwa miejsca należałoby odwiedzić. Barokową katedrę z przepiękną fasadą poświęconą kultowi św. Agaty. W sanktuarium Santa Maria del Canneto znajdują się cenne obrazy z XVII-XVIII wieku. Z ciekawostek patronką miasta jest św. Krystyna, jest ona też ulubioną świętą marynarzy. Widok na plażę Spiaggia della Purità, mury Gallipoli i krystaliczną wodą, gdzie fale wyglądają niczym muśnięcie pędzla turkusem, jest jednym z najbardziej malowniczych jakie widziałam.
Co przywieźć sobie na pamiątkę poza pięknymi zdjęciami? Naturalne gąbki! Nigdzie nie ma ich tyle co tutaj 🙂
Lecce
I chociaż Lecce nazywane jest Florencją południa, perłą baroku to ja odkąd pamiętam myśląc Lecce myślałam…. Negramaro!! Gdy w 2005 usłyszałam piosenkę Estate pochodzącego z tego miasta zespołu stałam się ich fanką właściwie od pierwszego dźwięku. Jestem nią do dzisiaj, mam wszystkie płyty i znam wszystkie słowa piosenek na pamięć. Nazwa zespołu wzięła się od autochtonicznego szczepu winorośli o wdzięcznej nazwie negroamaro. Spróbujcie koniecznie wina! Delizioso!!!
Wracając do stolicy Salento. Kamień z którego zostały zbudowane wszystkie piękne budynki, zabytki i rzeźby, z którego to Lecce słynie ma swoją nazwę „pietra leccese”. Tutejsze ziemie charakteryzują otwarte kamieniołomy mioceńskiego wapienia. Łatwy w obróbce ze względu na swój skład i obecność gliny. Jego kolor zmienia się od jasnego białego do słomkowożółtego, z biegiem czasu, przybierając bursztynowy odcień. Czas wpływa również na twardość i konsystencję kamienia zwanego również „leccisu”, sprzyjając jego konsolidacji. Wspaniałą barokową architekturę miasto zawdzięcza niesamowitym umiejętnościom manualnym i kreatywności lokalnych rzemieślników. Lecce to otwarte muzeum, na każdym kroku możemy podziwiać wyjątkowe dzieła sztuki. Co bardzo ciekawe przetrwały one do czasów dzisiejszych dzięki pewnemu zabiegowi. La pietra leccese i wapienie w ogóle ze względu na swój naturalny skład są bardzo wrażliwe na działanie czynników atmosferycznych, smogu i wilgoci. Artyści baroku mieli zwyczaj zanurzania kamiennych bloków w mleku lub zwilżania ich gąbką. Przenikanie laktozy do kamienia stworzyło rodzaj nieprzepuszczalnej warstwy, która chroniła ją przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi.
Większość pobytu w tym wyjątkowym mieście spędziliśmy snując się po uliczkach, przysiadając na schodkach, cały czas coś jedząc i podziwiając, i znów jedząc. Spróbujcie orecchiette con cime di rapa i świeżuteńką buratę (ser podobny do mozzarelli ale po jego przekrojeniu wypływa aksamitna śmietanka) a na deser pasticciotto leccese 😊
Otranto
Zwiedzając wschodnią część „obcasa” [ruszając z naszego Torre Specchia Ruggieri] w planach było dotarcie na sam jego koniec do Leuca. Nie udało się. Po drodze było Otranto. Kurort. Już sama nazwa mnie odstrasza. Zazwyczaj nie odwiedzam miejsc w których „trzeba” się pokazać. Będąc na wakacjach lubię czuć się swobodnie. Otranto będąc kurortem jest jednak inne, jest autentyczne. Niczym nie przypomina naszego polskiego Sopotu, Łeby czy Międzyzdrojów. Mieszkańcy są niezwykle sympatyczni, gościnni, pomocni. W licznych sklepikach znajdziemy produkty w większości lokalnych dostawców, producentów „made in italy”! Sprawdzałam! Jeśli w planach nie mamy wyjazdu do Grottaglie tutaj zaopatrzmy się w ceramikę, ogromny wybór przepięknych przedmiotów.
Pierwsze co rzuca nam się w oczy to masywne mury obronne, które broniły dostępu do wnętrza starożytnego miasta. Ze względu na swoje położenie geograficzne i strategiczne, zagrożonego licznymi najazdami. Wioska Magna Grecia została założona jak już sama nazwa nam sugeruje przez kolonistów greckich. Na przestrzeni wieków Otranto zdobywane była przez Longobargów, Bizantczyków, Andegawenów, Aragończyków, Turków, znajdowało się również w rękach francuskich by skończyć pod panowaniem królestwa Wenecji. Te wszystkie zmiany możemy zaobserwować w bogactwie kulturalnym, dziełach architektonicznych, które przetrwały do naszych czasów…na szczęście! Jednym z tych świadectw jest niewątpliwie imponujący Zamek Aragoński, starożytna twierdza wojskowa zaprojektowana przez Ciro Ciri i zbudowana w latach 1485–1498 przez Fernando I z Aragonii. Zamek ma pięciokątny plan, otoczony ochronną fosą, ma trzy cylindryczne narożne wieże i duży herb należący do Karola V nad głównym wejściem. Obecnie jest wykorzystywany jako wspaniały teatr na wystawy i wydarzenia kulturalne. Katedra Santa Maria Annunziata, kościół o ogromnej wartości artystycznej i historycznej, której początki sięgają XI wieku. Skarbem zachowanym w kościele jest mozaika podłogowa, prawdziwe arcydzieło przedstawiające Drzewo Życia, uważane przez wielu ekspertów za encyklopedię chrześcijaństwa. Przedstawia wiele epizodów Starego Testamentu i ścieżkę, którą człowiek musi podążać, aby oczyścić się z grzechu pierworodnego i osiągnąć wieczne zbawienie; zawiera także wiele pogańskich odniesień i liczne ślady symbolicznej historycznej roli, jaką pełniło Otranto stanowiąc swoisty most między Zachodem a Wschodem. Geograficznie jest to najbardziej na wschód wysunięty punkt Italii
O boskich plażach, pysznym winie, kilku tysiącletnich drzewach oliwnych i wszędobylskich opuncjach napiszę jeszcze nie raz!








