Świat jest piękny, nieustannie się nim zachwycam. Nad morzem czuję przestrzeń, w górach wolność, w miastach staram się choć przez chwilę żyć ich rytmem. Kocham Włochy co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Jeśli jednak miałabym wybrać tylko jedno miejsce z tak przecież wielu pięknych i zapierających dech, wybrałabym właśnie Wenecję. Dla mnie jest najpiękniejszym, najbardziej romantycznym miastem. Natura i ludzie stworzyli tu wyjątkowe, unikalne dzieło. Nie ma drugiego takiego na świecie. Przebywanie w Wenecji to dla mnie za każdym razem święto, czuję w sobie radość i podekscytowanie. Moja włoska przyjaciółka przyjeżdża tutaj od dziecka; najpierw były to obozy żeglarskie, teraz jest to Biennale, spektakl w teatrze la Fenice lub po prostu weekend z przyjaciółkami. Była tutaj kilkadziesiąt razy i powtarza, że za każdym razem odkrywa coś co ją zachwyca, czego wcześniej nie widziała. Przyjeżdżając do Wenecji zakłada swoje najładniejsze ciuchy, sukienki, których na co dzień nie nosi. Chce być piękna wśród piękna. Wcale jej się nie dziwię, mam tak samo. Miasto rzuciło na mnie swój urok. Mogłabym tu wracać co roku..
Podczas pierwszych pobytów zwiedziłam wszystkie obowiązkowe dla turysty atrakcje, odwiedziłam najważniejsze muzea i kościoły, popłynęłam na wyspy; Giudecca, Murano, Burano, Lido. Most Rialto. Plac św. Marka z przecudowną bazyliką, Pałac Dożów. Takich widoków się nie zapomina. Jednak o co dla mnie najistotniejsze w czasie każdej podróży to poznanie prawdziwego charakteru miejsca do którego przybywam, obserwowanie życia jego mieszkańców, szukanie tego co dla większości może wydawać się mało interesujące, obowiązkowa jest kawa i pogawędka w barze. Biorąc pod uwagę fakt iż do Wenecji rocznie przybywa około 20 milionów [!!!!] turystów wydaje się to tutaj wręcz niemożliwe. Nie poddawajmy się jednak tak łatwo. 90% z nich, jeśli nie więcej, spędza tu jedynie kilka godzin; zwiedza w biegu, kupuje chińską pamiątkę [ja też taką mam – kulę śnieżną :)], bo autobus czeka żeby ruszyć w dalszą podróż. Jeśli mamy możliwość zostańmy tu chociaż na dwie noce (no nawet jedną). Odpowiednio wcześniej wszystko planując okaże się, że wcale nie jest tak drogo jakby się mogło wydawać. Gwarantuję – nie będziecie żałować!! Wschód słońca na pustym placu San Marco, dostawa i rozładunek towarów z łodzi na Mercato Rialto czy snucie się pustymi uliczkami podczas gdy całe miasto jeszcze śpi to naprawdę niezapomniane przeżycie! Polecam każdemu!
Mówiąc o niecodziennych doznaniach i miejscach za radą mojej włoskiej przyjaciółki , kiedy najlepiej odwiedzić Wenecję? (poza tym, że ZAWSZE), zdecydowanie podczas Biennale. Biennale di Venezia to jedna z najstarszych, najważniejszych i najbardziej prestiżowych międzynarodowych wystaw sztuki na świecie. Wystawy znajdują się wielu miejscach miasta, w wielu budynkach na co dzień w większości zamkniętych, również dla mieszkańców. Nawet jeśli nie jesteśmy amatorami sztuki mamy jedyną możliwość zajrzeć do tajemniczych wnętrz czy „zwykłych” kamienic (bardzo często nie płacąc ani 1€). Dzielnice, które zachowały najbardziej wenecki charakter do Dorsoduro i Canareggio. Nie dociera tu każdy turysta co czyni te miejsca jeszcze bardziej wyjątkowymi. Nawet w pełni sezonu możemy spacerować tu zupełnie sami! Na Dorsoduro jest najlepsze miejsce na aperitivo, Aperol spritz popijany na murku, nad kanałem, z widokiem na warsztat gondoli – bezcenne!! Poszukajcie Al Squero 😉 Jeśli chcemy popłynąć gondolą… tak, tak, wiem….nie jest to najtańsza zabawa, ale ile ten biedny gondolier musi się wiosłem namachać. Poza tym raz w życiu warto, naprawdę! Jeśli chcemy mieć jak najwięcej przyjemności i nie utknąć w korku pomiędzy gondolami z Japońskimi turystami , oddalmy się od San Marco. W okolicach Campo Santa Maria Formosa znajduje się kilka przystanków. Poszukajmy sympatycznego gondoliera i poprośmy go, aby zabrał nas w okolice domu Giacomo Casanova i dalej na północ w kierunku Canareggio. Niezapomnianych przeżyć Wam życzę!!
A jeśli przy gondolach jesteśmy to…miejscem, które warto odwiedzić to Arsenał, w którym obecnie znajduje się m.in. Padiglione delle Navi , a w nim muzeum morskie. Woda i drewno, dwie składowe bez których nie było by dzisiejszej Wenecji. Republika na wodzie, wśród wód. Powstała z drewna, budynki stoją na milionach drewnianych bali, z drewna powstawały również statki, dzięki którym Serenissima stała się handlową potęgą, co umożliwiło rozwój miasta i ogromne, ogromne bogactwo. Arsenał naturalnie stał się więc sercem, najważniejszym miejscem rodzącego się Imperium. Na długo przed rewolucją przemysłową powstawały tu 3 statki dziennie!!! Był to pierwszy ośrodek na świecie, który posiadał łańcuch produkcyjny i montażowy w historii. Innowacje, nowe techniki skrywały się za wysokimi murami niedostępne dla oczu ciekawskich i wrogów. Arsenał kontrolował również zasoby drzewne w podległych Wenecji lasach, rezerwując najbardziej odpowiednie okazy dla siebie.Jaka jest najbardziej rozpoznawalna łódź w każdym zakątku naszego globu? Taaak! Tradycyjna gondola powstaje dłużej niż kiedyś statki, bo ok. 4-6 tygodni. Do jej stworzenia potrzebujemy ąż 8 gatunków drewna! Konstrukcja, w szczególności boki są z drewna dębowego, ze względu na jego dużo odporność, stosunkowo łatwo go można wyginać. Wyjątkowo twardy wiąz tworzy żebra. Z czereśni; równie twardego, zwartego a zarazem plastycznego drewna wykonywane są intarsje i dekoracje. Mahoń, drewno egzotyczne ze względu na swoje właściwości, tworzy rufę, łuk i pokład. Wykorzystywany jest również świerk i modrzew. Forcola, czyli podparcie dla wioseł (nie wiem jak się fachowo nazywa ta część łodzi) wykonana jest z orzecha, same zaś wiosła z buku. Poza drewnem na dziobie i rufie mamy dwa żelazne elementy, są one niezbędne (zwłaszcza rufa) dla zrównoważenia ciężaru gondoliera na łodzi. Sama gondola jest asymetryczna a metalowa część na dziobie, tzw. prua symbolizuje mapę miasta.
Historia miasta splata się z historią książek i prasy. Wenecja była ojczyzną najbardziej utalentowanych drukarzy, m.in. Aldo Manizio. Mało kto wie, Pan ten wynalazł kursywę. Księgarnie są tutaj bardzo liczne, jedna z nich Acqua Alta na Calle Lunga Santa Maria Formosa, weszła na listę najpiękniejszych na świecie, by następnie zająć pierwsze miejsce. Jest jedyna w swoim rodzaju. Jeśli lubicie porządek, odradzam wam to miejsce. Nie znajdziecie tu książek ładnie poukładanych na półkach, czeka was tu totalny chaos chociaż osobiście wolę określenie artystyczny nieład. Książki znajdują się naprawdę wszędzie, wypełniają każda przestrzeń (czasem trudno się przecisnąć), a na nich leniwie śpią koty. Koniecznie wejdźcie na dziedziniec, skąd można rzucić okiem na kanał za sklepem. O dystansie i poczuciu humoru Wenecjan świadczy m.in. nazwa tej księgarni „wysoka woda” nawiązująca do podnoszącego się poziomu wód i sezonowego zalewania miasta. Trochę było błądzenia, nawigacja kilka razy wprowadzała w błąd, ale udało się. Jedno z najbardziej klimatycznych i oryginalnych miejsc w jakim byłam!
Getto w Wenecji jest tak naprawdę najstarszym gettem w Europie, a samo słowo ma weneckie pochodzenie. Mimo, że panuje tu niesamowita atmosfera jest to cały czas obszar który pozostaje poza popularnymi trasami turystycznymi. Jeśli jednak tu trafimy przeniesiemy się do zupełnie innego świata, gdzie w powietrzu unosi się coś tajemniczego, świata w którym wciąż żywe są legendy o Golemie i Clavicone di Salomone. Getto podzielone jest na dwie strefy; stara i nową. Przechodzą przez most, pod portykiem możemy zobaczyć bramę, która każdej nocy oddzielała żydów od miasta. Możemy tutaj zwiedzić synagogę, wstąpić do jednej z licznych restauracji żydowskich.
Plac św. Marka jako chyba jedyny w Europie przypomina swoim kształtem literę „L”. Od strony laguny wejścia na plac strzegą dwie ogromne kolumny z symbolami republiki Wenecji skrzydlatego lwa oraz pierwszego patrona miasta św.Teodora ze smokiem. W XII w zostały skradzione z Konstantynopola. Miejsce to pełniło funkcję wewnętrznego portu, gdzie rozładowywano statki. Owa część placu była również targiem i miejsce spotkań polityków. Do XVIII w. pomiędzy kolumnami dokonywano publicznych egzekucji, dlatego Wenecjanie do dziś wierzą, że przejście między kolumnami przynosi nieszczęście… Podobnie sprawa ma się z maskami weneckimi. Ich pochodzenie nie jest do końca znane, najprawdopodobniej jak tradycja masek sięga XIII wieku. Zdaniem historyków po podbiciu Konstantynopola do miasta sprowadzono muzułmanki z zakrytymi twarzami i to było inspiracją do tworzenia tego rekwizytu. Inna teoria głosi, że mieszkańcy ukrywali swoją tożsamość pod maską, wszyscy bez względu na pochodzenie mogli czuć się równi i bezkarni. Każda maska miała jednak swoje znaczenie, często demoniczne. Nie ryzykujmy więc i pozwólmy duchom weneckim zostać w domu. Jeśli zależy nam na przywiezieniu z Wenecji ładnego przedmiotu, idealnym rozwiązaniem będzie przedmiot ze szkłem z Murano.
Arrivederci bellissima…










