Toskania – o czym myślicie słysząc słowo Toskania? Co widzicie oczami wyobraźni? Z czym Wam się kojarzy? Z winem, z urokliwymi miasteczkami, z malowniczymi krajobrazami, z kamiennymi domkami do których prowadzą drogi obrośnięte cyprysami, z filmem „Pod słońcem Toskanii”. Jest to na pewno jeden z najpopularniejszych, najbardziej znanych i rozpoznawalnych regionów jeśli nie na świecie, to w Europie na pewn o. Toskanię przyznam się szczerze znam całkiem nieźle. Studia w Sienie, kilkumiesięczny pobyt w Pizie, szkoła we Florencji, wakacje nad morzem, wycieczki ze znajomymi. Od dawna planowałam zwiedzić mniej mi znane tereny tego przepięknego i różnorodnego regionu. Za cel podróży wybrałam więc Val d’Orcia – dolina której zdjęcia widział choć raz chyba każdy z nas.
Znalazłam wspaniały pensjonat B&B pomiędzy jeziorem Trazymeńskim a Montepulciano. Na wzgórzu wśród gajów oliwnych i winnic. Przepiękne widoki z wieży, pyszne jedzenie i cudowni gospodarze. Antonella i Massimo to przeserdeczni ludzie, artyści, którzy do swojego wspaniałego domu zaprosili gości z całego świata. Istny raj na ziemi. Valiano w którym się zatrzymałam, które położone jest na granicy Toskanii i Umbrii stanowiło idealną bazę wypadową do zwiedzania. Cortona, Lago Trasimeno, Pienza, Montepulciano a nawet bardziej oddalona Siena były maksymalnie godzinę drogi samochodem.
Tak jak już wspomniałam postanowiłam również zwiedzić nieznane mi wcześniej okolice i wybrać się dalej na południe, aż pod granicę z Lazio. Wynajęłam samochód. Od zawsze marzyłam o takiej podróży. Toskańskie pagórki, wąskie dróżki, cyprysy, możliwość zatrzymania się na obiad, zrobienia zdjęcia kiedy tylko ma się ochotę. Bycie tu i teraz… Nie przewidziałam jednego, na mapach, na nawigacjach nie widać wszystkiego. W przewodnikach, w internetowych relacjach wszyscy skupiają się na zachwytach i pięknych kadrach. Jak sięgam pamięcią nikt nie mówił, nie pisał o niedogodnościach w podróży. O autostradach w przebudowie czy remoncie po których jechałam 40km/h. O tym, że jedna z najbardziej malowniczych dróg jest żwirowa i po przejechaniu 5 km kolor samochodu zmieni się z czerwonego na biały. O tym że niektóre drogi które miałam na mapie nie istnieją i że akurat w tym miejscu ani nawigacja ani internet nie odbierają żadnego sygnału. Ale kto by się takimi rzeczami przejmował na wakacjach. Ot, kolejna wakacyjna przygoda. Do pewnego momentu było nawet zabawnie.
Od pierwszego momentu jak zobaczyłam zdjęcie bardzo chciałam zobaczyć oddalone o 90km od Valiano miasteczko Pitigliano. Internet pokazywał ok. 1 godz. 40 min jazdy różnymi drogami. Biorąc pod uwagę to, że Robertem Kubicą nie jestem, że musiałam się pozachwycać widokami zakładałam, że podróż zajmie mi godzinę więcej. Jechałam ok. 4h!!! Przygotowana mentalnie byłam na toskańskie, kręte dróżki, ale na kręte dróżki nad przepaściami już nie. Umęczona, zestresowana, głodna i spragniona w końcu dotarłam do celu.
Pitigliano –ukryty skarb Toskanii jedno z najpiękniejszych, najbardziej zachwycających miasteczek jakie widziałam w Italii. Na tufowej skale, na wysokości 313 m n.p.m. Etruskowie stworzyli coś naprawdę niezwykłego. Widok wyłaniającego się Pitigliano na skale sprawił, że zapomniałam o trudach dojazdu. Zaledwie po przekroczeniu bramy Centro Storico poczuliśmy pięknie unoszące się w powietrzu zapachy jedzenia i jaśminu [Cała Toskania zresztą e czerwcu roku pachnie jaśminem i ziemią spaloną słońcem]. Usiedliśmy wiec w pierwszej restauracji przy ogromnych arkadach rzymskiego akweduktu. I… takiej uczty się nie spodziewaliśmy!! Zapiekany lokalny pecorino z truflami, pici z truflami i lokalne wino bianco di Pitigliano. Po uczcie dla ciała przyszła uczta dla ducha. Niszczejące, opustoszałe miasteczko [bardzo wiele mieszkań w ścisłym centrum jest na sprzedaż] ma niezwykły urok, jest jedyne w swoim rodzaju. Możemy zobaczyć tu katedrę św. Piotra i Pawła, Palazzo Orsini, fontannę i podziwiać okolicę z wielu dostępnych punktów widokowych. Kamienne miasteczko nazywane jest również Jeruzalem, jakie więc było moje zaskoczenie, gdy dowiedziałam się że zostało odbudowane po bombardowaniach II wojny Światowej.
Kolejnym punktem były niedaleko położone Cascate di Mulino oraz termy z Saturnii, gorące źródła o wysokiej zawartości siarki. Cieszące się ogromną popularnością ze względu na wspaniały wpływ dla naszego ciała, naszej skóry.
Przyszła pora powrotu do Valiano. Powrót drogą, którą przyjechałam nie wchodził w ogóle w grę Nawigacja plus mapa i została wybrana najbardziej prosta z możliwych dróg, w teorii…. W praktyce przejechałam przez serce Toskanii, przez zbocza najwyżej góry regionu. Tym razem 100 km pokonałam w 5 godzin. Nawigacja wciąż wariowała i po każdych 3 miniętych miejscowościach trzeba było sprawdzić na mapie czy jedziemy we właściwym kierunku. Drogi były górskie, wąskie, z przepaściami, dość kiepsko oznaczone, a wielu pytanych o drogę miejscowych nie było w stanie mi jej wskazać. Następnego dnia spisałam wszystkie większe miejscowości przez które przejeżdżałam: Semproniano – Petricci – Triana – Aiole – Arcidosso – Castel del Piano – Seggiano – Castiglione d’Orcia. Nie planuję do nich wrócić! Nigdy!! Na myśl o Monte Amiata czyli wygasłym wulkanie, górze, najwyższej w tym rejonie, którą objechałam by wrócić do domu robi mi się słabo.
Chociaż może inaczej. Mam prawo jazdy od 18 lat, lubię jeździć samochodem, jeżdżę dużo. Myślę, że sprawdziłam się jako kierowca w dla mnie ekstremalnych warunkach [o które Toskanii nie posadzałam :)]. Natomiast spędzenie 9 godzin w ciągu dnia za kierownicą zdecydowanie nie należy do ulubionych sposobów spędzania przez mnie czasu na wakacjach. Zapewne dla wielu z was jazda po takich drogach nie będzie problemem. Mi zmęczenie odebrało trochę radości podziwiania widoków. Wielokrotnie myślałam sobie„ no przepięknie, ale już bym chciała dojechać”. Będąc na wschodzie regionu lepiej tam pozostać i zwiedzać bliższe okolice.
Czy warto zobaczyć Pitigliano i Saturnię? Absolutnie tak!!! Będzie nam i bliżej szybciej jadąc z Grosseto bądź znad morza. Myślę nawet, że warto się ta wybrać będąc w Rzymie.


