Tęskniłam za nią. Tęskniłam za nią na długo przed 2021, kiedy w końcu przyjechałam tu po raz pierwszy. Są takie miejsca na ziemi [najwięcej ich we Włoszech oczywiście] w których czuje się po prostu dobrze, w których wszystko jest na swoim miejscu. O Bolonii słyszałam bardzo dużo bardzo dobrych rzeczy. Od kilkunastu lat jeżdżę regularnie do Włoch, ale do Bolonii jakoś nigdy nie było mi po drodze.
Przed każdym wyjazdem staram się dowiedzieć czegoś o miejscu do którego jadę; dużo czytam, a przede wszystkim rozmawiam z ludźmi, którzy tam byli, którzy tam mieszkają. Wiedziałam już, czułam, że Bolonia bardzo mi się spodoba. Przyjechałam i …. zakochałam się od pierwszego wejrzenia, miasto mnie oczarowało.
Kocham Sienę za jej średniowieczny charakter, za budynki z czerwonej cegły, za studentów siedzących na Campo. Uwielbiam Turyn za portyki, za niewymuszoną elegancję i styl. Bolonia idealnie łączy wszystko co tak bardzo podobało mi się od dawna w obu tych miastach. Przyznam się wam tez, że spacerując pod kilometrami boloński portyków czułam szaloną ekscytację i zachwyt 🙂
Pytam się więc dzisiaj sama siebie, jak to możliwe, ze dopiero teraz przyjechałam? Czy naprawdę musiało minąć aż kilkanaście lat? Powiecie pewnie lepiej późno niż wcale. A ja wam powiem lepiej wcześniej, niż później. Pandemia, lockdowny pokazały nam brutalnie, że nie wszystko da się zaplanować, nie zawsze będziemy mieć życie przed sobą. Więc jeśli macie w planach wyjazd do Włoch koniecznie uwzględnijcie w nich Bolonię.
Od czego najlepiej zacząć zwiedzanie? Od czego ja zaczęłam zwiedzanie? Ha! Od zjedzenia talerza tagliatelle al ragu’ i spaceru pod portykami. Uczciwie przyznam się, że otrzymałam od swojego przyjaciela, rodowitego Bolończyka wskazówki, kilka punktów co powinnam zobaczyć i gdzie jeść. Zarezerwowałam więc w pierwszej kolejności stoliki w polecanych lokalach i w zależności, w której części miasta one były to zwiedzałam daną okolicę. Oszalałam? Zdecydowanie. Ze szczęścia! Bolonia to raj dla tych, którzy kochają gotować, ale przede wszystkim dla tych którzy tak jak ja kochają jeść. Ale co w tej Bolonii jeść? Wspomniane przed chwilą tagliatelle al ragu’ i wszystko co może zawierać sos ragu’ [na świecie zwanym bolońskim], różnego rodzaju toretllini i tortelloni, lasagne, cotoletta alla bolognese, torta di riso, zuppa inglese. Nie będąc we Włoszech przez długich 9 miesięcy nie mogłam nie zjeść fiori di zucca [panierowanych kwiatów cukinii o których marzyłam całą zimę], vitello tonnato [cielęciny w sosie tuńczykowym, które przygotowywała mi moja włoska babcia nonna Franca], parmigiana alla melanzane. Trzeba wiedzieć, że z regionu Emilia-Romania pochodzi m.in. parmezan, szynka parmeńska, mortadella [potocznie zwana bologna], ocet balsamiczny z Modeny czyli wszystko to co nam w Polsce kojarzy się z kuchnią włoską. Bolonia zwana jest la grassa – tlusta, po wymienionych przeze mnie daniach chyba nikogo nie dziwi już dlaczego. W Bolonii jadłam dwa razy, może trzy razy więcej niż jem w domu. Czy żałuję??? Nie !! i chętnie to powtórzę! 😉
Jedząc tak dużo i kalorycznie dla dobrego samopoczucia należałoby, mimo wszystko te kalorie jakoś spalić. W Bolonii na szczęście sposobów na to nie brakuje. Pierwszym i najbardziej dostępnym są spacery pod przepięknymi portykami. Jest ich w mieście około 53 kilometrów, a w ścisłym centrum aż 38 km!! Spacerujmy więc do woli, unosząc głowę do góry zachwycajmy się cudami architektury, które już niedługo zostaną wpisane na światową listę dziedzictwa kultury UNESCO.
Kolejnym bardzo efektywnym sposobem na wsparcie trawienia jest wchodzenie po schodach. W średniowiecznej Bolonii było wg różnych źródeł ponad 100 a nawet 200 wież. Stawiały je najbogatsze rodziny w mieście demonstrując swoją potęgę. Wieże te były w większości zamieszkałe, inne spełniały role obronne. Część z nich na przestrzeni wieków została zniszczona, część rozebrana. Do dzisiaj zachowało się ich 23. Do najpopularniejszych należą dwie, będące jednym z symboli miasta. La torre degli Asinelli mająca prawie 100 m wysokości udostępniona jest dla zwiedzających. Za radą przyjaciela postanowiłam pokonać 498 drewnianych schodków i wejść na jej szczyt. Schody są drewniane, ażurowe i wąskie, więc jeśli macie lęk wysokości pomyślcie dwa razy. Wejście trwa ok. 10-15 minut i jest co tu dużo ukrywać, dosyć męczące.., ale, ale … jak tylko dojdziecie na szczyt zapomnicie o wszystkich niedogodnościach. Bologna zwana jest również la rossa – czerwona z góry przepięknie widać czerwone dachówki budynków wspaniale komponującymi się z zielenią otaczających miasto wzgórz. Polecam! Polecam również wcześniejszy zakup biletu przez internet [5 €] unikniecie w ten sposób kolejek albo sytuacji, że biletu po prostu już nie będzie. Warto na zwiedzanie wybrać się z rana przed południowymi upałami szczególnie gdy planujecie wyjazd latem.
Ze względu na sytuację pandemiczną wielu miejsc niestety nie możemy zobaczyć, inne mają zmienione godziny otwarcia, w jeszcze innych konieczna jest wcześniejsza rezerwacja. Polecono mi odwiedzić bibliotekę Salaborsa znajdującą się na Piazza Maggiore, w budynku Palazzo d’Accursio. Byłam niepocieszona, gdy okazało się, ze w czasie mojego pobytu jest ona zamknięta. Spacerując po placu zauważywszy przypadkiem wchodzących do środka ludzi postanowiłam podążyć za nimi. Zaczęłam rozmawiać z ochroniarzem od którego dowiedziałam się, że odbywa się tam koncert fortepianowy. Widząc jak bardzo mi zależało zobaczyć wnętrza powiedział, że wpuści mnie do środka. I chociaż była to jedynie namiastka tego co się tam kryje sprawił mi ogromną radość.
Nie miałam niestety tyle szczęścia chcąc odwiedzić bazylikę św. Szczepana, która właściwie nie jest kościołem a kompleksem budynków zwanym Sette Chiese [Siedem kościołów] bądź Santa Gerusalemme [św. Jeruzalem]. Pechowo w ostatnim dniu mojego pobytu wszystkie możliwe wejścia były zamknięte! Architektoniczną perełkę będącą średniowiecznym klasztorem i towarzyszącym mu kościołom, których historia sięga V w.n.e. widziałam jedynie z zewnątrz.
Sercem miasta jest Piazza Maggiore – ogromny, imponujący plac otoczony ceglanymi gotyckimi, budynkami niezmienionymi na przestrzeni wieków. Będąc na nim trudno się zdecydować w którym iście kierunku, na co się patrzeć, gdzie skierować swoją uwagę. Czy na Bazylikę św. Petroniusza będącego patronem miasta. Szóstego co do wielkości kościoła w Europie, z niedokończoną fasadą, który mimo to zachwyca. Naszą uwagę przyciąga również Palazzo del Podesta’, budynek wybudowany w 1200 roku jako siedziba władz miasta. Możemy podziwiać fontannę Neptuna, zwanego przez mieszkańców miasta il gigante, któremu [dodam jedynie] warto się bliżej przyjrzeć.
O historii miasta, jego sekretach, o jego założeniu przez Etrusków, o powstaniu najstarszego na świecie uniwersytecie Alma Mater Studiorium Universita’ degli Studi di Bologna, o tym czego nie ma w przewodnikach, a co warto zobaczyć w tym wyjątkowym mieście jeszcze napiszę. Napiszę i to nie raz! Myśląc o Bolonii robię się głodna 🙂 Nie tylko zjadłabym talerz pysznego tagliatelle al ragu’! 🙂 Jestem głodna wiedzy, głodna widoków. Myślę o miejscach, których nie udało mi się zobaczyć… myślę o miejscach których nie zdążyłam zobaczyć, myślę o miejscach, które jeszcze odkryję przypadkiem gubiąc się spacerując bez planu pod portykami. Chcę więcej!!
Wszystkim, którzy mówili mi jaka piękna i wyjątkowa jest Bolonia z czystym sercem, oficjalnie napiszę; mieliście rację!! 😉








