Miałam dzisiaj piękny sen, naprawdę piękny sen. Piękny podwójnie, zarówno ze względu na piękne miejsca, w których byłam i piękny ze względu na pięknych ludzi z którymi byłam. Ludzie…to oni sprawiają, że moje życie jest pełne wzruszeń, emocji, momentów szczęścia. Wiele bardzo ważnych dla mnie znajomości zawarłam podczas wydarzeń, spotkań, koncertów, w miejscach mających w sposób bezpośredni lub pośredni mniejszy lub większy związek z Italią, albo w podróży. Słysząc język włoski, coś mi się w głowie przestawia i zupełnie naturalnie rozpoczyna się rozmowa. Z M. było troszkę inaczej, poznałam ją w całkiem zabawny sposób. Obie leciałyśmy tym samym samolotem do Włoch, poznałyśmy się jednak chwilę wcześniej. Jeszcze przed odprawą, na lotnisku zaczepiała mnie jej malutka córeczka, nie sposób było się do niej nie uśmiechać i z nią nie rozmawiać. Był to czas, kiedy każdy mógł siadać w samolotach, gdzie chciał… i tak przegadałyśmy cały lot. Na koniec wymieniłyśmy się numerami telefonów. I to by było na tyle … Tak pewnie zakończyłoby się większość tego typu znajomości, nasza jednak trwa już kilkanaście lat. M. mieszka pod Turynem i chociaż spotykamy się również w Polsce, to zazwyczaj ja odwiedzam ją w Italii. Zawsze się świetnie razem bawimy, dużo rozmawiamy, wspólnie zwiedzamy…i jeden dzień w Piemoncie mi się dzisiaj właśnie przyśnił…. M. i L. zabrali mnie… Gdzie?
Nie wyjeżdżając daleko od Turynu, zaledwie 10 km od jego centrum, w przepięknych okolicznościach natury znajduje się miejsce zachwycające! [Mam wrażenie, że ostatnio nadużywam słowa zachwyt. Cóż. No nic na to nie poradzę..]. Incantevole! 10 kilometrów wystarczy by przenieść się w czasie. Palazzina di Caccia di Stupinigi, w wolnym tłumaczeniu pałacyk myśliwski Hmm….ładny mi pałacyk. Słowo zupełnie nie oddające rzeczywistości, określające funkcję jaką pełnił. To XVIII-wieczny barokowy kompleks, jeden z najwspanialszych w Europie. Architektoniczny klejnot wzniesiony dla królewskiego rodu Savoia. Całkiem niedawno odbył się tam gruntowny remont. Powierzchnie muzealne, oryginalne wyposażenie, obrazy, antyki – cudowne, intarsjowane meble… Bogactwo, przepych i luksus. Wpisany na światową listę dziedzictwa kulturowego i naturalnego UNESCO. Uwielbiany i często odwiedzany przez Włochów, przez mieszkańców Turynu, ale nie wiedzieć czemu wciąż dociera tam niewielu turystów… Może to i dobrze? Poza samym pałacem, warto przespacerować się po ogrodach, po parku które są równie piękne i imponujące.
Ubrana w długą zwiewną, sukienkę, przechadzałam się po pałacowych komnatach [nie wszystkie ze 137 udało się nam zobaczyć]. Dla zwiedzających udostępnione są: biblioteka, apartament króla, apartament królowej, kaplica św. Umberto, apartament przeznaczony dla książąt, pokój zabaw. W głównej sali balowej, w sercu pałacu aż chciało się tańczyć, wirować po parkiecie… mam mgliste wspomnienie, że wpatrując w bajeczny, przeogromny żyrandol trochę się zapomniałam i dałam się ponieść nie zważając na ludzi dookoła… Cała sala jest zresztą bajeczna, majestatyczna i tak wysoka jak cały pałac. Palazzina di Stupinigi powstała [w latach 1729- 31 roku wg projektu Filippo Juvarra] nie tylko jako rezydencja myśliwska, ale również dla przyjemności i uciech dworu królewskiego, który często odwiedzał to miejsce. Nie trudno sobie wyobrazić jak piękne się tam odbywały bale i uroczystości. O pierwotnym charakterze pałacu przypomina nam zwieńczający centralną kopułę dachu figura jelenia z brązu.
Następnie M. i L. zabrali mnie na wycieczkę po Lange… Le Langhe wraz il Roero są terenami pagórkowatymi, najchętniej odwiedzanymi w północno-zachodniej Italii ze względu na wyjątkowe owoce jakie rodzi tamtejsza ziemia. Langhe to historyczny region Piemontu położony między prowincjami Cuneo i Asti, graniczący z innymi historycznymi regionami Piemontu, m.in. Monferrato. Jego granice określone są naturalnie przez koryta rzek Tanaro, Belbo, Bormida Millesimo i Bormida di Spigno.
Zatrzymaliśmy się w miasteczku o nazwie najsłynniejszego wina regionu, jednego z najbardziej znanych na świecie Barolo di Barolo. [Jego historia sięga czasów prehistorycznych, a i późniejsze losy są bardzo ciekawe]. Było słoneczne, leniwe popołudnie więc przespacerowaliśmy się po urokliwych uliczkach. Postanowiłam przywieźć dla bliskich z Polski suveniry. Nie mogłam pozwolić sobie na kupienie kota w worku, więc z pomocą M. udałyśmy się na niezwykle owocną i edukacyjną, poszerzającą horyzonty degustację… Krótki przystanek zrobiliśmy sobie również w Novello podziwiając neogotycki zamek na wzgórzu, gdzie znajduje się taras widokowy na przepiękną okolicę. I w jeszcze innym miasteczku, którego nazwy nie pamiętam…
Podróżowanie po regionie jest niczym odkrywanie sekretów włoskiego „dolce vita”. Bez zgiełku, pośpiechu, bez stresu można odnaleźć rytm życia, harmonię, spokój i radość.. Poznawanie świata za pomocą zmysłów jest tutaj wyjątkowo proste i przyjemne. Widoki bajeczne, troszeczkę jak w Toskanii, ale bardziej sielskie, mniej komercyjne. I cisza… jedyną muzyką jest wiatr biegnący wśród winorośli. Dotyk i smak, tu perfekcyjnym połączeniem dla mnie jest kształt kieliszka idealnie pasujący do mojej dłoni, a w nim moje ulubione wino: langhe nebbiolo doc. Jakie jest langhe nebbiolo? Wyjątkowe! Szczep ten występuje jedynie w Italii i jest dumą Piemontu. Ma purpurowy kolor z granatowymi refleksami. Jest delikatne, ale z charakterem. Smak ma pełny [idealnie wypełnia podniebienie], ma dobrą kwasowość, mocno wyczuwalne taniny. Przeważają w nim nuty warzywne, owoców leśnych, głównie maliny. Wystarczy już jeden łyk, by jego smak pozostał z nami na dłużej… No tak, to tyle o moim ulubionym winie [kto wie, kto wie, może napiszę o nim osobny artykuł]. Degustowanie langhe nebbiolo z M. to jedno z moich ulubionych włoskich wspomnień [nic dziwnego, że mi się przyśniło].
To co najsilniej, najmocniej pamiętam z tej wyjątkowej podróży to zapach wina, ale również zapach lawendy i rozmarynu, które rosną dosłownie wszędzie. Gdziekolwiek się nie poruszyć w powietrzu unosi się ich piękny aromat; słodycz lawendy miesza się z żywicznym, delikatnie gorzkawym aromatem rozmarynu…










