Nieee, zdecydowanie nie!! Zobaczyć Neapol i wrócić. Wrócić, wracać tak często jak to tylko możliwe. Są miejsca w Italii do których lubię wracać, w których czuję się jak w domu, które są moim domem. Pisałam o tym wielokrotnie. Nigdy wcześniej nie czułam jednak takiego niedosytu jak po wrześniowym pobycie właśnie w Neapolu. W Neapolu byłam po raz pierwszy w 2007 roku. Jak zapamiętałam stolicę Kampanii? Co zmieniło się tutaj przez 12 lat? Dlaczego postanowiłam wrócić do stolicy pizzy po tak długim czasie?

Oglądam regularnie dokumenty, programy, filmy o włoskich miastach, o wyjątkowych miejscach, o niesamowitych historiach. Pewnego dnia zupełnie przypadkiem natrafiłam na dokument o teatrze San Carlo, o najstarszej i najpiękniejszej scenie operowo-teatralnej na świecie. Oglądałam i słuchałam, a później jeszcze raz i kolejny. Marzenia się spełnia, postanowiłam więc zobaczyć ten niezwykły budynek na żywo, usiąść na balkonie, poczuć klimat miejsca. Bardzo lubię jeździć do Włoch jesienią.  I tak się szczęśliwie złożyło, że na sezon operowy 2019/2020 zaplanowano wystawić w San Carlo jedną z moich ulubionych oper –  Traviatę. Długo się nie zastanawiając sprawdziłam loty, ceny biletów, zrobiłam rezerwacje i zadzwoniłam do mamy, która również bardzo lubi operę, żeby nic nie planowała na końcówkę września. Był marzec. W maju otrzymałam maila z datami, w których część spektakli została ściągnięta ze sceny. Wśród nich nasza Traviata. Byłam naprawdę niepocieszona, postanowiłyśmy z mamą jednak nie rezygnować z wyjazdu, jedynie nieco go przeorganizować. Co do samego Neapolu miałam mieszane uczucia, gdyby nie pomysł z operą nie wiem czy bym tam pojechała. Moja włoska przyjaciółka uważa, że pod Rzymem to już nie Włochy, a Afryka. Inne włoskie znajome [również Włoszki i to te pochodzące z okolic Neapolu i południa w ogóle] dowiedziawszy się gdzie jadę kazały uważać na portfele, torebki, nie nosić ostentacyjnie biżuterii. Czy słusznie?? Okradziona nie zostałam. Dwa razy zostałam oszukana bądź też wprowadzona [celowo] w błąd, raz naciągnięta i nawet nie próbowałam dyskutować. Ze strachu. Raz jechałam taksówką i to było również niekoniecznie miłe doświadczenie.  Złe dobrego początki…

Taksówki zdecydowanie odradzam. Poruszając się po mieście polecam komunikację miejską, a najbardziej metro. Powody są dwa. Jest to najszybszy, najwygodniejszy i najtańszy środek transportu [jak zresztą w większości dużych miast]. To co wyróżnia neapolitańskie metro [uznawane za najpiękniejsze w Europie], to jego stacje będące prawdziwymi wystawami sztuki współczesnej. Koniecznie wysiądźcie na stacjach Toledo, Universita’ i Garibaldi. Zwiedzając Neapol i okolice zaopatrzcie się w Campania Arte Card umożliwiającą w zależności od wybranej opcji poruszanie się po mieście komunikacją miejską, bilety wstępu do wielu ciekawych i interesujących miejsc, korzystne zniżki.

Jeśli chodzi o nocleg, wybrałam nieduży b&b znajdujący się w centrum, w miejscu  strategicznym skąd było wszędzie blisko. Do portu, do zamku, do starego miasta, do dzielnicy Hiszpańskiej, do stacji metra. Miejsce noclegowe jakich wiele, wyróżniało je jednak to, że znajdowało się na czwartym piętrze kamienicy z tarasem na dachu, z którego to tarasu codziennie podziwiałam wschody słońca i Wezuwiusza. Hipnotyzujący. Można się w niego wpatrywać godzinami. Wulkan widoczny jest właściwie z każdego miejsca w mieście, góruje nad nim. Mówi się, że Neapolitańczycy żyją szybko, intensywnie, pełnią życia, targani namiętnościami ponieważ wulkan który wybuchł w 79 r n.e. przypomina im o kruchości życia właśnie. To życie może się skończyć w jednej chwili… więc te chwile należy celebrować. W niektórych częściach miasta jest rzeczywiście głośno, tłumnie, chaotycznie… Neapol na szczęście pokazuje również swoje inne oblicze. Eleganckie, majestatyczne, dostojne, spokojne… do teraz jestem pod ogromnym wrażeniem miejsc, które zobaczyłam…

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Uwielbiam jeść, ale kuchnia południa Włoch zdecydowanie nie jest moją ulubioną. Za dużo, za ciężko, za tłusto i za słodko. Głównym moim pożywieniem były sałatki [proste i pyszne], sery, oliwki i wino [ach, Fiano!!]. Nie można oczywiście zapomnieć o pizzy. W miejscu, w którym pizzę wymyślono nie można jej nie jeść i nie może ona nie smakować. Oczywiście jest to pizza zupełnie nie przypominająca polskich jej odpowiedników; bez ananasa, bez sosu czosnkowego, bez wielu dodatków. Mniej znaczy więcej. Pyszną pizzę możemy zjeść właściwie wszędzie choć oczywiście jest kilka miejsc „modnych”. Pamiętam pizzerie „da Michele” poleconą przez właściciela pensjonatu, w którym się zatrzymaliśmy ze znajomymi w 2007 roku. Przed wejściem tłumy. Żeby się dostać do środka trzeba było pobrać numerek i czekać, aż zostanie wywołany. Następnie jak już odstaliśmy swoje wprowadzano nas do środka i wskazywano stolik. Do wyboru trzy pizze na krzyż, trzy napoje i tyle. Po 12 latach zabrałam tam moją mamę. Pizza wciąż pyszna, wciąż swoje trzeba odczekać, do zjedzenia już tylko dwa rodzaje pizzy, trzy napoje. Wciąż warto! Różnica jest jedna. Włochów prawie już tam nie widać i nie słychać, są za to tłumy turystów z najdalszych zakątków świata. Miejsce stało się sławne dzięki nakręconemu w 2009 roku filmowi „jedz, módl się i kochaj”. To tu zajadała się pizzą Julia Roberts. Neapol słynie również ze sfogliatelle i baba, które znajdziemy w każdej cukierni, kawiarni. Słodkości wyglądają naprawdę zachęcająco, a do nich oczywiście gęsta jak smoła, czarna, aromatyczna kawa!

W 2007 spacerując po mieście na każdym kroku widoczni byli ciemnoskórzy sprzedający podróbki oryginalnych torebek i okularów. Miasto przeżywało również kryzys śmieciowy, przez dłuższy czas nie wywożono śmieci – mówiono, że mafia miała w tym swój udział. Co wcześniej mnie zszokowało w centrum, to bezpańskie, bezdomne psy, których były setki jeśli nie tysiące. Dziś już ich nie ma. Mam wrażenie, ze jest czyściej … a może po prostu moja uwaga skupiona jest zupełnie na czymś innym.

Teatru San Carlo tym razem nie zobaczyłam. Nie wybrałam się na zwiedzanie z przewodnikiem. Wrócę kiedyś na koncert, tak sobie obiecałam. Zwiedziłam natomiast Zamek Królewski, który jest właściwie przyklejony do San Carlo. Jedna z czterech rezydencji Burbonów zrobiła na nas ogromne wrażenie. Przepiękny! Miejsce warte odwiedzenia. W bliskości zamku i teatru znajduje się neorenesansowa galeria handlowa Galeria Umberto I … byliście w Mediolanie? Widzicie podobieństwa? Mediolańska Galeria Vittorio Emmanuele II była inspirację dla twórcy tej neapolitańskiej. Sklepienie stalowo-szklane, mające aż 56 metrów wysokości!! Patrząc w górę nie można zapomnieć by spojrzeć się w dół. Mozaikowa posadzka przedstawiająca różę wiatrów i znaki zodiaku to istne dzieło sztuki.

Via Toledo to jedna z najbardziej uczęszczanych ulic miasta. Znajdują się na niej eleganckie butiki, cukiernie z lokalnymi słodkościami. W sąsiedztwie tej ulicy właśnie znajduje się również jedna z bardziej charakterystycznych i znanych dzielnic Quartieri Spagnoli, jak sama nazwa wskazuje,miała ona coś wspólnego z Hiszpanami! Powstała ona za ich panowania w mieście, było to miejsce gdzie zakwaterowani byli hiszpańscy żołnierze. Żołnierze przyjezdni szukali tu rozrywek, było to też miejsce wielu nadużyć i zbrodni. Dzielnice te charakteryzują się wąskimi uliczkami, sznurami z praniem pomiędzy kamienicami nadającymi im niezwykły klimat. Neapol się zmienia, zdecydowanie na lepsze. Po zmroku warto jednak udać się w inne lokalizacje.

Również na via Toledo, naprzeciw jednego z wejść do Galerii Umberto I znajduje się stacja kolejki Funicolare, którą dostaniemy się do zupełnie innej części miasta, na wzgórze Vomero z twierdzą/zamkiem San Elmo. Zamek nie wygląda powiedzmy sobie szczerze zachęcająco, surowy, o wysokich murach, sprawia wrażenie niedostępnego. Warto jednak kupić bilet [całe 5€] i wolnym krokiem wybrać się aż na dach będący tarasem. Nie ma tam ani stromych schodów ani wąskich przejść co było miłym zaskoczeniem. Sam zamek nie jest lubiany przez Neapolitańczyków, to w nim w przeszłości przetrzymywano i torturowano wrogów politycznych i innych niewygodnych mieszkańców. Dziś to miejsce w którym odbywa się wiele wydarzeń kulturalnym, ale to przede wszystkim punkt widokowy z którego rozpościera się jeden z najpiękniejszych widoków jakie w życiu widziałam. Ciężko dobrać właściwe słowa by opisać jak zachwycający, malowniczy obraz miałyśmy przed sobą.. Ze wzgórza rozpościera się widok na cały Neapol, na Wezuwiusza całą zatokę Neapolitańską z wyspami, Pozzuoli i Campi Flegrei.

Każde włoskie miasto posiada przepiękne kościoły, bazyliki, katedry. Nie inaczej jest w Neapolu. Czytając przewodniki, włoskie strony internetowe zastanawiałam się, które z nich zobaczyć, bo oczywiście niemożliwe jest w czasie tak krótkiego pobytu zobaczyć nawet połowę z nich. Postanowiłam wchodzić do tych które będą po prostu po drodze i do jednego szczególnie polecanego przez innych turystów i podróżników. Najważniejszego kościoła miasta tym razem nie widziałam, tym niemniej warto o nim wspomnieć. Patronem katedry i całego Neapolu jest św. January, to tutaj do dzisiaj przechowywane są jego relikwie. Święty zginął śmiercią męczeńską a jego krew została zebrana w dwie fiolki. Jak głosi legenda zakrzepła krew w rękach biskupa przybiera postać płynna trzy razy do roku: w pierwszą sobotę maja, 19 września oraz 16 grudnia. Przemiana krwi jest za każdym razem inna. Czasem płynna krew wypełnia całą ampułkę, a czasami jest jej znacznie mniej. Do zdarzenia nazywanego cudem dochodzi zawsze na oczach wiernych. Dla mieszkańców jest to niezwykle ważne wydarzenie. Gdy krew nie zmieni stanu skupienia, na miasto spadnie nieszczęście. Podobno miało to miejsce przed wybuchem Wezuwiusza w 1944r. i przed trzęsieniem ziemi w 1980r.

Odwiedziłam słynną kaplicę San Severo, którą wszyscy się tak bardzo zachwycają. Przeciągnęłam mamę przez pół miasta, błądziłyśmy aż w końcu dotarłyśmy i…. no cóż. Miałam chyba dużo większe oczekiwania. Kościółek malutki, w porównaniu z innymi neapolitańskimi kościołami nie tak „bogaty”. Owszem marmurowa, niezwykle realistyczna rzeźba martwego Chrystusa przykrytego całunem [dla której tu przybyłyśmy] robi wrażenie, szczególnie materiał wydaje się być wykonany z jedwabiu nie zaś z kamienia. Książę Raimondo, który zainicjował powstanie kaplicy, był jej fundatorem ale również XVIII wiecznym alchemikiem, który w miejscu tym eksperymentował. Efekty jego pracy możemy oglądać w dolnej części kościoła. Krótko mówiąc jeśli nie macie co robić, albo nie szkoda wam 8€ odwiedźcie to miejsce, ja osobiście nie polecam.

Kościołem, który zrobił na mnie największe wrażenie i w którym byłam aż dwa razy to kościół Gesu Nuovo znajdujący się na placu  o tej samej nazwie. Pierwotnie kościół był częścią XV-wiecznego pałacu. Według wielu wnętrze jest przytłaczające z czym nie mogę się zgodzić. Owszem jest przepych i bogactwo, ale wyjątkowo spójne. To co zdecydowanie wyróżnia i przykuwa uwagę to fasada z lawy wulkanicznej w formie „piramidek”.

Na placu Gesu Nuovo oraz przy dworcu widoczni byli żołnierze z bronią. Było ich tak wielu, że zaczęłam odczuwać niepokój i szukać w internecie informacji, pytać miejscowych czy aby nie ma jakiegoś zagrożenia w mieście.  Obecność wojskowych jest znacznie bardziej prozaiczna. Nie muszą już walczyć na wojnie, nie wszystkich da się przenieść do biur, więc pilnują porządku na ulicach.

Neapol to miasto sprzeczności, kontrastów. To miasto, które zaskakuje i zachwyca, ma charakter! Sophia Loren powiedziała kiedyś: „Nie jestem Włoszką, jestem Neapolitanką a to zupełnie co innego”! Neapol to zupełnie co innego niż się po nim spodziewamy!

Galeria

Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??
Zobaczyć Neapol … i umrzeć??

O mnie

Włochy nigdy nie były jedynie kierunkiem podróży, lecz rzeczywistością i mentalnością, które naturalnie wpisały się w moje życie prywatne i zawodowe. Od lat wspieram polskie i włoskie firmy w obszarze komunikacji językowej, organizacyjnej i międzykulturowej, działając na rzecz rozwoju biznesu oraz trwałej współpracy pomiędzy Polską a Włochami. Jestem założycielką projektu społeczno-edukacyjnego Mente Italiana, promującego szeroko pojętą kulturę włoską w Polsce oraz budującego przestrzeń dialogu między językiem, mentalnością i biznesem

Monika

Kategorie

Social media