Punkt widzenia i wybór spokoju
Punkt widzenia zależy zawsze od punktu siedzenia. Czasem wydaje mi się, że powtarzam to jak mantrę. Nie jest łatwe nie oceniać, staram się jednak skupić na tym, co ja mogę zrobić ze swoim życiem i nie rozpraszać swojej energii.
Nie tłumaczę, dlaczego tak dobrze mi w Italii osobom, które chcą jedynie krytykować, nie chcąc zrozumieć. Za każdym zachowaniem, za każdym wypowiedzianym zdaniem coś się kryje. Jakieś przeżycie, doświadczenie, historia. Włochy nie są krainą mlekiem i miodem płynącą, nie zakładam tam różowych okularów. A jednak mimo wielu niedogodności jest to miejsce, w którym czuję się spokojna, w którym moje serce bije we właściwym rytmie. Może mam szczęście do ludzi. Być może. Uważam, że to ludzie i relacje, te analogowe, są w życiu najistotniejsze. To one sprawiają, że życie, moje życie, ma wartość.
Świat w biegu, człowiek w samotności
W dzisiejszym zwariowanym i zabieganym świecie najbardziej, myślę, ludziom brakuje drugiego człowieka, prawdziwej bliskości i prostoty. Mamy świat, technologię, wszystko na wyciągnięcie ręki. Mamy tyle możliwości, a jednak ludzie często nie czują się szczęśliwi.
Gdy na scenę wchodzą Włosi
Od wielu lat organizatorzy Igrzysk Olimpijskich silą się na oryginalność, prześcigając się w pomysłach na Ceremonię Otwarcia. Po paryskiej ceremonii w mediach nie brakowało kontrowersji i skrajnych opinii. A potem nadszedł ten moment. Przyszli Włosi. I wraz z nimi przyszła prostota, klasa, elegancja i styl. Ceremonia Otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich Milano Cortina d’Ampezzo 2026 była prawdziwą ucztą dla oczu, uszu i duszy. Jej motywem przewodnim była harmonia, ta między człowiekiem a naturą, tradycją i nowoczesnością, sztuką i codziennością.
Harmonia zapisana w obrazach
Rozpoczęła się symbolicznym i niezwykle subtelnym występem dwóch tancerek, które ożywiły rzeźbę Antonia Canovy przedstawiającą Kupidyna i Psyche. Był to piękny, niemal intymny wstęp do opowieści o emocjach, miłości i równowadze, wartościach, które Włosi potrafią przekazywać bez nadmiaru słów.
Podczas ceremonii oddano również hołd zmarłemu we wrześniu 2025 roku wielkiemu Giorgio Armaniemu. Na stadion weszły osoby ubrane w klasyczne, eleganckie garnitury w barwach włoskiej flagi. Proste formy, ponadczasowy styl, bez zbędnego patosu. Ten obraz zrobił na mnie ogromne wrażenie. Włosi doskonale wiedzą, że mniej naprawdę znaczy więcej. Na ich tle wciągnięto na maszt flagę Włoch, a hymn, wykonany przez Laurę Pausini, nadał tej chwili wyjątkowo podniosły charakter. Wykonanie odbiegało nieco od oryginału, co wielu zarzucało artystce. Dla mnie jednak była to odważna interpretacja i świadome zaznaczenie własnego stylu.
Głos, gest i pamięć
Andrea Bocelli jest niewątpliwie jednym z najbardziej znanych włoskich artystów za granicą. Jego głos, uznany i uwielbiany, wzbudził ogromne emocje na całym świecie. Jego występ został skomponowany do nut i tekstu „Nessun Dorma” Giacoma Pucciniego, jednego z najsłynniejszych i najbardziej rozpoznawalnych utworów muzyki klasycznej. Każdy w pewnym momencie swojego życia słyszał tę wzruszającą pieśń miłosną ze słynnej opery „Turandot”. Postać tatarskiego księcia Kalafa, zanurzona w samotności Pekinu, oczekuje świtu, a tym samym chwili, w której wreszcie zdobędzie miłość lodowej księżniczki, pięknej Turandot.
„Spójrz na gwiazdy,
które drżą z miłości i nadziei.
Lecz moja tajemnica jest zamknięta we mnie,
mojego imienia nikt nie pozna”.
Dla Bocellego i całej włoskiej publiczności był to również wzruszający moment przekazania pochodni. Luciano Pavarotti zaśpiewał tę samą arię podczas ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Turynie w 2006 roku. Pavarotti, który na jakiś czas wycofał się ze sceny, powrócił na nią specjalnie po to, by oddać hołd zniczowi olimpijskiemu. Był to jego ostatni publiczny występ przed śmiercią w następnym roku, we wrześniu 2007 roku.
Szeroko komentowany był również występ włoskiego piosenkarza Ghaliego. Dla mnie był to jeden z najważniejszych momentów całej ceremonii. Wyrecytował antywojenny wiersz Gianniego Rodariego zatytułowany „Promemoria” w języku włoskim, francuskim i angielskim. Towarzyszyła mu choreografia tancerzy ubranych na biało, którzy na zakończenie ułożyli się na scenie w kształt gołębicy, symbolu pokoju.
Szczególnie ciepło zapamiętałam moment przybycia prezydenta Republiki Włoskiej, który pojawił się na stadionie słynnym żółtym mediolańskim tramwajem, prowadzonym przez uwielbianego we Włoszech Valentino Rossiego. Był to jeden z najbardziej sympatycznych i naturalnych gestów całej ceremonii.
Ogień, który łączy
Znicz olimpijski, zaprojektowany z inspiracji Więzami Leonarda da Vinci, stał się dopełnieniem całej opowieści. Motyw ten, wielokrotnie obecny w twórczości artysty, symbolizował harmonię pomiędzy naturą a intelektem, ideę, która subtelnie, ale konsekwentnie przewijała się przez całą ceremonię.



