Dawno, dawno temu na kilka lat przed zakupem swojego pierwszego mieszkania kupiłam okrągły rozkładany stół. Stół przy którym miała się spotykać rodzina, przyjaciele i bliscy. Drugim najważniejszym meblem, który pojawił się w mieszkaniu było łóżko. Miejsce wypoczynku, miłości, czułości i namiętności. Trzecim, ale nie mniej ważnym niż dwa wymienione był regał. Ogromny, na całą ścianę, taki by mógł pomieścić wszystkie moje książki.
Książki. Wspominałam o tym wielokrotnie były moim oknem na świat, rozbudzały ciekawość i ćwiczyły wyobraźnię na długo przed pojawieniem się internetu. Z książek dowiadywałam się pierwszych informacji o Italii, z nich uczyłam się języka włoskiego. Do książek mam słabość, jestem od nich uzależniona. Czytam nałogowo. Lubię zapach nowych książek, lubię czuć papier pod palcami i słyszeć dźwięk przewracanych kartek. Lubię książki ilustrowane i piękne okładki łączące literaturę i sztukę.
Kocham książki i kocham czytać. Nie mogło mnie więc zabraknąć na odbywających się 23-26 maja 2024 Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie. Gościem honorowym targów były Włochy. Ci vuole un fiore – potrzebny jest kwiat. Tak zatytułowany jest wiersz włoskiego poety dziecięcego Gianni Rodari. Ten zwrot również reprezentował udział Włoch w wydarzeniu i towarzyszył podczas większości spotkań.
Czterodniowe święto literatury. Według oficjalnych danych przekazanych przez dyrektora targów, targi odwiedziło ponad 120 000 odwiedzających. Tak wysoka frekwencja zaskoczyła nawet samych organizatorów. Do stolicy przyjechali pisarze i pisarki, autorzy i autorki, filozofowie, historycy, przedstawiciele włoskiego świata literatury i rynku wydawniczego, którzy promowali tak bliską memu sercu włoską kulturę. Spotkania autorskie, panele dyskusyjne, nowości wydawnicze. Program wydarzeń towarzyszący targom był niezwykle bogaty i różnorodny. Ukłony dla organizatorów. Chodziłam ze spotkania na spotkanie z trudem znajdując czas na jedzenie. Były one niezwykle interesujące i inspirujące.
Znacząca część spotkań w pawilonie włoskim poświęcona była literaturze dziecięcej i jej znaczeniu. Pierwsza rozmowa z Carlo Galluci i Gaia Stock dotyczyła roli i ogromnej odpowiedzialności również politycznej jaką mają redaktorzy wydawnictw wybierając książki, które pojawią się w księgarniach. Książki kształtują młode pokolenia. Niezwykle istotne jest zaopiekowanie się przyszłymi czytelnikami, a także rozbudzenie w nich pasji do czytania.
W pamięci utkwiła mi również rozmowa, która odbyła się drugiego dnia targów z Luigi Ballerini psychoanalitykiem oraz pisarzem tworzącym literaturę dla nastolatków. Dojrzewanie i kształtowanie się nowych pokoleń jest procesem fascynującym i pięknym, ale również niebezpiecznym. Ważne jest poruszanie trudnych tematów wieku dorastania w literaturze by młodzi ludzie nie czuli się sami na świecie. Aby mieli siłę pokonywać problemy jakie stawia przed nimi świat. Nawiązując do tematu przewodniego targów Ci vuole un fiore Ballerini porównał młodych ludzi do kwiatów. Do ich pełnego wzrostu potrzebne są trzy rzeczy: słońce kultury, powiew wolności i opieka dorosłych. Sole della cultura, l’aria di liberta’ e cura degli adulti.
Tego samego dnia odbyła się rozmowa z jednym z moich ulubionych włoskich autorów, z Matteo Strukulem. Jest on autorem znanych i cenionych powieści historycznych. Do jego najsłynniejszych książek należy saga florenckiej dynastii Medyceuszy. Jak wspomina sam autor historia Włoch to historia rodzin oraz miast w których żyli i którymi rządzili. Matteo przyjechał do Warszawy z żoną z Padwy. Rozmawialiśmy już prywatnie o Wenecji, którą oboje bardzo lubimy, a która jest miastem Casanovy o którym również piszę autor. Na koniec otrzymałam autograf, który jest miła pamiątką z pobytu w Warszawie.
Spotkaniem na które czekali wszyscy Włosi mieszkający w stolicy to wywiad przeprowadzony przez redaktora Gazzetta Italia Sebastiano Giorgi z uwielbianym Alessandro Barbero. Słynny historyk, opowiadający i odkrywający sekrety historii w niezwykle fascynujący i porywający sposób. Namiot w którym odbywało się wystąpienie Barbero pękał w szwach, a owacjom nie było końca. Najbardziej charyzmatyczny z włoskojęzycznych gości w czasie całych targów. Profesor opowiadał o renesansie zainteresowania historią, która przejawiającym się sprzedażą powieści historycznych i chętnie oglądanymi filmami kostiumowymi. O podobieństwach między naszymi oboma narodami, o Polsce i Włoszech, które mają podłoże w przeszłości. O tworzeniu historii oraz o tym jak nasze czasy będą mogły być oceniane przez historyków za 100 lat. Pozostał niedosyt i chęć na kolejne spotkania z profesorem.
W Sali Marmurowej i przed Salą Goethego Pałacu Kultury i Nauki, gdzie mieścił się włoski pawilon były dwie wystawy, które cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Mogliśmy podziwiać dzieła: rysunki i grafiki włoskich ilustratorów książek. Mówi się w Polsce, żeby nie oceniać książki po okładce. Nie ukrywajmy jednak, że to okładka jest tym co widzimy najpierw biorąc książkę po raz pierwszy do ręki. To ona w dużej mierze może nas zachęcić lub zniechęcić do zakupu danej pozycji. Włoskie wydawnictwa zdają sobie z tego świetnie sprawę i bardzo często powierzają literaturę interpretacji ilustratorom.
Na szczególną uwagę i szacunek co chcę podkreślić zasługują tłumaczki. Stawały często przed bardzo trudnym zadaniem. Tłumaczenia wielu zdań, wielokrotnie złożonych jednorazowo na niełatwe tematy. Gratulacje drogie Panie. To było mistrzostwo świata!
Z targów przywiozłam kilkanaście książek, wiele wspomnień, refleksji i przemyśleń, kilka autografów. I co najważniejsze. Wróciłam z przekonaniem i radością, ze pomimo rozwoju nowoczesnych technologii słowo pisane i drukowane nie zginie!














