Mówi się, że język polski jest jednym z trudniejszych języków. Znam jednak wielu cudzoziemców [nie tylko Włochów], którzy opanowali go naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Mówi się też, że Polacy są portati per le lingue straniere, tzn. że mamy predyspozycje językowe. Mimo wszystko wielu z nas nie dogada się z obcokrajowcem, wyjeżdżamy na wycieczki zorganizowane tam gdzie jest polski rezydent aby tylko nie musieć mówić. Więc jak to jest naprawdę? Czy nauka języka jest naprawdę trudna? Czy musimy wydać majątek na książki o efektywnej nauce czy kursy językowe?
Języka angielskiego i niemieckiego uczyłam się w szkołach, na studiach, dodatkowych zajęciach, więc tak raczej standardowo. Z językiem angielskim nigdy nie było większego problemu, z niemieckim?? Cztery lata liceum to był koszmar, byłam chora jak miałam iść na zajęcia. Jedyne co lubiłam, kogo lubiłam to nauczycielkę, która była również moją wychowawczynią. Sympatia do nauczyciela nie przełożyła się w moim przypadku na efektywną naukę. Wprowadziłam w życie zasadę 3 Z [zakuć, zdać, zapomnieć]. Dopiero kilka lat później zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak się stało. Znajomość tego języka mogłaby mi się przecież przydać w pracy, w czasie podróży. Gdzieś, kiedyś usłyszałam, że to taki okropny język, że chyba sama w to uwierzyłam. Fakt, do najpiękniejszych nie należy, ale… Postanowiłam podjąć wyzwanie, zmieniłam nastawienie i w bardzo krótkim czasie opanowałam kilka poziomów niemieckiego. Nie taki diabeł straszny jak go malują. Utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że najskuteczniejszym sposobem jest odpowiednia, wewnętrzna motywacja!!
A jak to było z językiem włoskim? W domu mama słuchała dużo włoskiej muzyki, w ogóle mama dużo mówiła o Włoszech… Lubiłam włoskie aktorki (Loren, Cardinale, swoją imienniczkę Belluci), kino, filmy Felliniego i Viscontiego. Coraz częściej przez głowę przechodziła mi myśl, że fajnie byłoby rozumieć o czym Ci Włosi śpiewają [ że o amore to się akurat domyślałam] i obejrzeć film w oryginale. Pierwszą książką od której rozpoczęłam przygodę z nauką języka był „włoski w 28 dni dla początkujących”. Drugą ogromny, zielony słownik włosko-polski. Wymarzony prezent przyniósł mi święty Mikołaj pod choinkę. Tak, słownik był wymarzonym prezentem dla 19-latki. Zabierałam go właściwie wszędzie, do dzisiaj wolę korzystać z wersji książkowej niż cyfrowej, zaznaczyć coś zakładką, zagiąć róg [ktoś jeszcze tak robi??]. Języka włoskiego zaczęłam się więc uczyć sama. Następnym krokiem było zapisanie się na kurs językowy. Pewne zagadnienia w ogóle mnie nie interesowały, a właściwie nudziły. Inne wręcz przeciwnie, chciałam poświęcić im więcej czasu. Nie nadaje się na zorganizowane, ujednolicone zajęcia. Dezorganizowałam pracę grupy. Wytrzymałam chyba dwa miesiące i wróciłam do nauki samej w domu. Tłumaczyłam słowa wszystkich włoskich piosenek, a potem słuchałam ich na okrągło Dziękuję rodzinie, że mnie nie wyrzuciła z domu. Moich znajomych uczyłam włoskich przekleństw, na tyle skutecznie, że pamiętają je do dzisiaj. Wszystkie pomieszczenia, przedmioty, sprzęty miałam oklejone żółtymi karteczkami z tłumaczeniem i powiązanymi z danym słowem czynnościami. Np. doccia [prysznic] i fare la doccia [brać prysznic]. Jak opanowałam słowa to karteczki znikały.
- Motywacja
Pierwsza i najważniejsza zasada wg mnie to właśnie motywacja. Nic na siłę. Ten czy inny język trzeba po prostu lubić i być ciekawym również jego kraju, kultury i mieszkańców. Nie można się nauczyć dobrze języka jak to mówią Anglicy by heart, na pamięć. Owszem, pewne rzeczy trzeba wykuć, ale ucząc się z sercem nauczymy się na zawsze. Na co dzień nie mam kontaktu z żywym językiem włoskim, a mimo to będąc we Włoszech biorą mnie za Włoszkę – jestem po prostu jedną z nich. Język włoski jest częścią mnie, mówienie po włosku jest dla mnie tak naturalne jak mówienie po polsku.
- Sbagliando si impara!!
Mój ulubiony zwrot! Sbagliando si impara! – „Uczymy się popełniając błędy”. Nie bójmy się popełniać błędy, mylić słówka i akcenty, nie bądźmy dla siebie zbyt krytyczni. Najważniejsze to zacząć się komunikować. Pamiętam jak podczas swojego pierwszego, dłuższego pobytu w Italii na ulicach Mediolanu zaczepiałam ludzi zadając pytanie Mi scusi, mi sono persa. Dove si trova il Duomo? [Przepraszam, zgubiłam się. Gdzie znajduje się katedra?]. Bardzo dobrze wiedziałam jak tam trafić, mimo wszystko zaczepiałam ludzi, setki ludzi i słuchałam ich odpowiedzi, aż zaczęłam rozumieć co do mnie mówią. Nawet dzisiaj słysząc język włoski gdziekolwiek mam po prostu ochotę się zatrzymać i zacząć rozmowę. Czasem tak robię. Po prostu. Znam wiele osób, które w przeciwieństwie do mnie ukończyły studia językowe, mają ogromną wiedzę, ale mają też problem właśnie z mówieniem. Odważ się i po prostu mów! Cokolwiek 😊
3.Gesty i uśmiech.
Włosi są bardzo otwarci i pomocni. Już sam fakt, że chcemy porozumiewać w ich języku, podejmujemy próby wzbudzi ich sympatię do nas. Chętnie nam pomogą i tu ogromną rolę odgrywa język ciała, gesty i uśmiech. Dopokażmy to czego nie jesteśmy jeszcze w stanie powiedzieć
- Codzienne obcowanie z językiem.
Systematyczność jest ważna. Nie mówię tu i siedzeniu nad książkami czy zakuwaniu słówek. Ważny jest kontakt z językiem. Przeznacz na to 15 min dziennie. Tu nie ma miejsca na wymówki; brak czasu, szkoła, praca. Każdy z nas ma milion obowiązków, spraw do załatwienia. 15 min dziennie wystarczy; na słuchanie muzyki, poczytanie czegokolwiek (artykuł w gazecie, plotki w internecie, dwie strony książki), filmik na youtube. Możliwości jest naprawdę wiele.
- Nauka słówek.
Jeśli zaś chodzi o naukę słówek to ucz się grupami: pane, panetteria, panettiere (chleb, piekarnia, piekarz) – opanujesz ich dużo więcej w tym samym czasie. Korzystaj z karteczek samoprzylepnych o których już wspomniałam. Do słówek dopisuj czasowniki z którymi najczęściej je można połączyć, z którymi Ty byś je użył/a. Pisz! Ja zaczęłam pisać pamiętnik powoli starając się włączać w zdania nowo poznane słówka. Zdania powoli nabierały sensu 🙂
Konsekwencji w dążeniu do marzeń i wiary w to, że nie ma przeszkód nie do pokonania.
In bocca al lupo!


