Odkąd pamiętam zamęczałam swoich bliskich opowieściami o Italii. Na początku były to opowieści o historii kraju, kulturze, architekturze…  muzyki Andrea Bocelli i Erosa Ramazzotti wszyscy musieli mieć dosyć [ale to dzięki ich piosenkom w dużej mierze zaczęłam w ogóle coś rozumieć po włosku]. Wyobrażałam sobie też miejsca, które chciałabym zobaczyć. Jak już zaczęłam do Włoch wyjeżdżać, spędzać tam więcej czasu były to oczywiście wspomnienia z podróży, spostrzeżenia, fascynacje… mówić o Włoszech mogę godzinami. Pomysł pisania o Italii [i niezanudzaniu rodziny i znajomych ;)] pojawił się już dawno, ale jak mawiają Włosi „tra dire e fare c’e’ di mezzo il mare” czyli mniej więcej w wolnym tłumaczeniu „od powiedzenia do zrobienia długa droga”… Jak jestem we Włoszech tęsknię za Polską, jak jestem w Polsce tęsknię za Włochami. I chyba już mi tak zostanie. Nazwa bloga nie jest przypadkowa. Ktoś mi kiedyś powiedział, że mam cuore polacco, mente italiana – polskie serce, włoską duszę…

Zabiorę was dzisiaj na Islandię. Tak, tak… dobrze napisałam. Na Islandię! Miejsce to jest dla mnie wyjątkowe, bo miesza tam wyjątkowa osoba. No tak, ale co ta wyspa ma wspólnego z Włochami? Nie będę zaprzeczać, Islandia nigdy nie była moim podróżniczym marzeniem. Chyba po raz pierwszy nie planowałam wyjazdu, nie czułam ekscytacji podczas przygotowań. [Moja towarzyszka podróży na szczęście miała tego entuzjazmu za nas obie :)] W czasie podróży i pobytu na wyspie uświadomiłam sobie jak wielka tęsknota jest we mnie za Italią. Włochy to moja miłość, to mój raj na ziemi, to ja! To właśnie wtedy poczułam, że pora stworzyć mente italiana, by zacząć pisać…o tym co kocham i co dla mnie w życiu ważne. Islandio, dziękuję! 🙂

Islandia mimo początkowego sceptycyzmu, każdego dnia starała się mnie do siebie przekonać.  Udało się! Miałyśmy najlepszych przewodników na świecie, dzięki którym wyjazd ten był tak cudowny i niezapomniany. Kraj, krajobrazy, jedzenie, ludzie… Zupełnie inny świat. Inny od tego co polskie, co włoskie….Co mnie zaskoczyło najbardziej? Hmm… Na lotnisku w Keflaviku podłoga jest praktycznie cała drewniana. Podróżując później po kraju zrozumiałam dlaczego na wyspie rośnie tak niewiele drzew. To o czym słyszą wszyscy podróżujący na Islandię to baaardzo wysokie ceny alkoholu. O problemach z jego zakupem wiedziałam, o tym że można go kupić w określonych sklepach i godzinach również. [Nic dziwnego, że wprowadzono takie ograniczenia. Brak słońca może działać destr ukcyjnie na psychikę człowieka]. Zapobiegawczo oczywiście na lotnisku jeszcze w Polsce zaopatrzyłyśmy się w suveniry dla przyjaciół ;). Pozostając na lotnisku. Widok Islandczyków powracających do domu, opuszczających sklepy wolnocłowe z paletami alkoholu (w ilości zaopatrzenia małego monopolowego) zszokował mnie bardzo! Czegoś takiego jeszcze w życiu nie widziałam. Kontynuując wątek. Pewnego dnia chcąc się chociaż odrobinę zrewanżować przyjaciołom za gościnę postanowiłam przygotować włoską kolację. Udałam się do pobliskiego supermarketu. Znalazłam dobry makaron, włoskie pomidory i parmezan… krążyłam po sklepie dobry kwadrans w poszukiwaniu wina – włoska kolacja przecież zobowiązuje – a tu nic…. Zostałam uświadomiona, że wino to również alkohol !!! :). Istnieje pewna wypożyczalnie samochodów niedaleko lotniska, w której można zapłacić za wynajem napojami wyskokowymi bądź papierosami. Gdybym nie widziała to chyba bym nie uwierzyła… Zmieniając już temat. W obszarze niezabudowanym, a więc praktycznie na całej wyspie ograniczenie prędkości wynosi 90km/h. W przeciwieństwie do Polski i Włoch przepisy są tu przestrzegane. Osobiście mam nadzieję, za fotoradar który mijałam przy wjeździe do Selfoss nie zrobił mi zdjęcia. Otrzymałam kiedyś w prezencie, chyba na komunie domek dla Barbie składany w walizkę. Islandzkie domy są niewielkie, wyglądają ja z kartonu i mimo surowości klimatu bardzo licho. Miasteczka wyglądają tak jakby można je było złożyć do takiej właśnie walizki i w razie potrzeby przenieść w inne miejsce.

Z turystycznego punktu widzenia, Reykiavik, jest najmniej uroczym miastem jakie odwiedziłam. Są w nim jednak dwa miejsca, które pokochałam od pierwszego wejrzenia. Harpa – centrum koncertowo-konferencyjne; siedziba opery, miejsce wystaw, bankietów, wydarzeń artystycznych. Geometryczna struktura fasad nawiązuje do kolumn bazaltowych, które są charakterystyczne dla wulkanicznego pejzażu Islandii. Cudowne połączenie bazaltu, stali i szlifowanego szkła sprawia, że Harpa jest dla mnie drugim po szczecińskiej filharmonii ulubionym miejscem z nowoczesną architekturą. Niezwykła przestrzeń! Seabaron – przy/w porcie znajduje się miejsce z podobno najlepszą Lobstersoup [zupa homarowa] na świecie. Nie wiem, bo osobiście nie przepadam za owocami morza. Natomiast szaszłyki rybne to mistrzostwo świata. Knajpka ma morski wystrój i jest niezwykle urokliwa. Świetny stosunek jakości do ceny. Miejsce poleciła mi bratowa, teraz ja polecam!

Widoki ze szczytu klifu Dyrhólaey, znajdującego się ok. 200 km na wschód od stolicy Islandii, są przepiękne. Bez względu na to, w którym kierunku spoglądamy jest po prostu przepięknie. Na południu znajduje się morze, na wschodzie czarna plaża Reynisfjara i skały Reynisdrangar , na północy znajduje się lodowiec Mýrdalsjökull i Eyjafjallajökull, a na zachodzie są czarne piaski Sólheimasandur. Wybraliśmy się tam pod koniec kwietnia, mieliśmy tego dnia wyjątkowe szczęście; było słonecznie i bezwietrznie. Wymarzona pogoda i widoczność. Miejsce mnie zachwyciło. Jakby wrażeń było mało, to zobaczyłam na własne oczy prawdziwego wieloryba. Niesamowita sprawa, zupełnie się tego nie spodziewałam. Nie jestem w stanie opisać jak ogromna była moja radość!! Prawdziwy wieloryb!!

Podczas ponad tygodniowego pobytu na Islandii udało mi się zobaczyć i zwiedzić naprawdę bardzo wiele. Blue Lagoon, Lava Centre, byłam u bram piekieł i stałam na styku płyt tektonicznych. Był park narodowy, były gorące źródła i gejzery, był lodowiec, były wodospady. Oj, tak… wodospady to prawdziwe cuda natury pokazujące jej siłę i piękno. Jeden piękniejszy od drugiego. Kraina lodu i ognia, bo tak mówi się o Islandii, jest niezwykle malownicza, przyznaję. To jednak nie mój świat. Byłam na północy, wróciłam i wracam na południe… w stronę słońca! 😉

Galeria

mente italiana – narodziny bloga, a więc jak to wszystko się zaczęło…
mente italiana – narodziny bloga, a więc jak to wszystko się zaczęło…
mente italiana – narodziny bloga, a więc jak to wszystko się zaczęło…
mente italiana – narodziny bloga, a więc jak to wszystko się zaczęło…
mente italiana – narodziny bloga, a więc jak to wszystko się zaczęło…
mente italiana – narodziny bloga, a więc jak to wszystko się zaczęło…
mente italiana – narodziny bloga, a więc jak to wszystko się zaczęło…
mente italiana – narodziny bloga, a więc jak to wszystko się zaczęło…
mente italiana – narodziny bloga, a więc jak to wszystko się zaczęło…

O mnie

Włochy nigdy nie były jedynie kierunkiem podróży, lecz rzeczywistością i mentalnością, które naturalnie wpisały się w moje życie prywatne i zawodowe. Od lat wspieram polskie i włoskie firmy w obszarze komunikacji językowej, organizacyjnej i międzykulturowej, działając na rzecz rozwoju biznesu oraz trwałej współpracy pomiędzy Polską a Włochami. Jestem założycielką projektu społeczno-edukacyjnego Mente Italiana, promującego szeroko pojętą kulturę włoską w Polsce oraz budującego przestrzeń dialogu między językiem, mentalnością i biznesem

Monika

Kategorie

Social media