Bożonarodzeniowe tradycje we Włoszech
„Boże Narodzenie, podobnie jak w Polsce, to najbardziej wyczekiwane święta. Wówczas też do domów rodzinnych wracają Włosi z najdalszych zakątków świata. Najważniejsza jest kolacja wigilijna 24 grudnia i obiad świąteczny dnia następnego. Wieczorem na uginających się pod ciężarem jedzenia stołach królują ryby i owoce morza, na drugi dzień zaś mięsa. Oczywiście bardzo wiele zależy od regionu lub indywidualnych tradycji danej rodziny. W wielu miejscach jest przyjęte, że ciężar przygotowania potraw spoczywa na osobach zapraszających, goście przynoszą zaś jedynie dobre wino i ciasto. Z ciast najczęściej pandoro lub panettone. Nazwa pandoro pochodzi od pan d’oro – chleb ze złota. To drożdżowa, bardzo maślana babka o smaku wanilii pieczona w formie o kształcie gwiazdy. Zdecydowaną gwiazdą wśród włoskich ciast świątecznych jest jednak panettone. Dużo lżejsze, bardziej puszyste i pełne różnych dodatków: od bakalii, przez rodzynki i skórkę kandyzowaną, po kremy, kawę. Jego nazwa również pochodzi od chleba i w tym przypadku oznacza „duży chleb”. Oba ciasta pochodzą z północy. Pandoro z Werony, panettone z Mediolanu”.
Jeden dzień w Mediolanie
Zazwyczaj w grudniu wyjeżdżam do Italii by poczuć świąteczną atmosferę czy kupić prezenty dla bliskich. W tym roku ze względu na premierę mojej książki i związane z wydarzeniem obowiązki wyjazd wydawał być się niemożliwy. Mawia się jednak, że dla chcącego nic trudnego. Po raz kolejny przekonałam się, że chcieć to móc. Z oddalonego od Szczecina zaledwie dwie godziny drogi berlińskiego lotniska możemy polecieć do wielu włoskich miast, do Mediolanu aż trzy razy dziennie!!!
W Black-Friday, kiedy wszyscy szturmowali centra handlowe ja pracowałam, a w przerwach dla relaksu przeglądałam strony linii lotniczych. Linie lotnicze jak się okazało również przygotowały atrakcyjne oferty z okazji czarnego piątku. Jedna szczególnie mnie zainteresowała. Wylot wcześnie rano, powrót późnym wieczorem, a cena wyjątkowo atrakcyjna. Jak oprzeć się takiej pokusie? Uległam.
11 grudnia 2024 odbyłam swoją pierwszą podróż do Italii bez noclegu. Szczecin – Berlin – Mediolan – Berlin – Szczecin w 24 godziny. Wydawać by się mogło, że taki wyjazd jest szalony albo pozbawiony jakiegokolwiek sensu i że się nie opłaca. Czy aby na pewno?
Nic co sprawia, że na naszej twarzy pojawia się uśmiech nie jest zbyt głupie, odważne czy szalone. Czasem warto dać się ponieść i pojechać na jeden dzień do Mediolanu. W ciągu 8 godzin w Milano: wypiłam kawę z babcią Francą, przespacerowałam się po dachu katedry, zjadłam świąteczny obiad z moją włoską rodzinką, wypiłyśmy z Simoną Spritza wznosząc toast za moją książę.
Narodziny panettone
Z narodzinami samego panettone wiąże się wiele legend. Najpopularniejsza pochodzi z XV wieku. W 1495 roku na dworze Pana Mediolanu Ludovico il Moro przygotowywano się do świętowania Bożego Narodzenia. Przy ogromnych suto zastawionych, wystawnych stołach mieli zasiąść dworzanie. Jak łatwo się domyśleć w kuchni przygotowania szły pełną parą. Wszystko musiało być perfekcyjne, a dania miały zadowolić najbardziej wymagające i wyrafinowane podniebienia. Szef kuchni był tak zajęty i tak zabiegany, że poprosił młodego, 12-letniego kucharza o imieniu Toni aby ten nadzorował pieczenie pączków w piecu, które miały być deserem na koniec posiłku. Toni zmęczony całodzienną pracą zasnął na chwilę i wtedy pączki się spaliły.
Kiedy chłopak się obudził, świadomy szkód i przestraszony reakcją szefa kuchni jaka miała nastąpić oraz wizją braku deseru postanowił zaradzić sytuacji. Przypomniał sobie o deserze który przygotował dla siebie i znajomych z resztek pączków, do których później dodał jajka, masło i kandyzowane owoce. Początkowo sceptyczny szef został oczarowany aromatem i zaskoczony kształtem ciasta postanowił podać je gościom. Księżna, która jako pierwsza je skosztowała uznała deser za doskonały. Jej opinię podzieliła reszta obecnych.
Doceniony i skomplementowany szef kuchni nie przyznał się księciu, kto był autorem ciasta. Jednak kłamstwo, jak zawsze, ma krótkie nogi i wkrótce na całym mediolańskim dworze stało się wiadome, kto jest prawdziwym twórcą, dlatego wszyscy nazywali go „el pan de Toni” w dialekcie mediolańskim. Z biegiem lat przepis rozprzestrzenił się po całych Włoszech, zmieniając nazwę na panettone.
Historia miłosna
Równie często i chętnie opowiadaną legendą jest ta związana z historią miłosną, która rzecz jasna dzieje się w Mediolanie. Ughetto, syn Giacomo Atellaniego zakochał się w Adalgisii, córce piekarza. Piekarnia przechodziła poważne problemy i groziło jej zamknięcie. W związku z czym rodzina chłopaka nie chciała zgodzić się na ślub. Zakochany Ughetto zatrudnił się w sklepie, by pomóc przyszłemu teściowi. By zmienić i polepszyć smak chleba, dodał do ciasta cukier i masło, jajka, kandyzowane skórki pomarańczy i rodzynki. Piekarnia odniosła ogromny sukces i stała się sławna w całym mieście. Przed jej drzwiami ustawiały się długie kolejki, a młodzi mogli być w końcu razem.
Historia prawdziwa
Legend i historii związanej z panettone jest więcej. Panettone, które zachwyca nasze podniebienia zawdzięczamy Angelo Motta, który w 1919 roku założył rzemieślnicze laboratorium cukiernicze, którego sztandarowym produktem było wysokie, miękkie, pełne kandyzowanych owoców i rodzynek ciasto. W 1925 roku otworzył sklep w galerii Carlo Alberto, a pod koniec lat 30. XX wieku pierwszą fabrykę. Natomiast w latach 1937-57 produkcja firmy wzrosła siedmiokrotnie. A samo panettone zostało uznane za jeden z najbardziej charakterystycznych deserów we Włoszech. O cieście wspomina w jednym ze swoich wierszy jeden z najbardziej cenionych poetów XX wieku – Pastori. O panettone jednak nie ma co zbyt dużo pisać czy czytać, nim trzeba się delektować!
Dziś panettone jest światową ikoną, kolejnym symbolem tradycji włoskiej i świąt Bożego Narodzenia. To nie tylko deser, ale historia, która łączy przeszłość i przyszłość, tradycję i innowację.
Do Mediolanu po panettone ?
Moja Simona, rodowita Mediolanka zabrała mnie do cukierni w której moja włoska rodzinka co roku zaopatruje się w bożonarodzeniowe smakołyki. Nie mogłam przecież wrócić do domu bez mediolańskiego panettone. Sklep opuściłam z ogromnym uśmiechem na twarzy i jeszcze większą torbą. Piękna torba z wizerunkiem Duomo znalazła swoje miejsce pod choinką. Już wkrótce znajdująca się w niej babka zajmie honorowe miejsce na świątecznym stole. Czego przyznam bardzo nie mogę się doczekać 😉
Dla wszystkich kochających Italię i słodkości, panettone jest wystarczającym powodem by skoczyć do Mediolanu choćby na jeden dzień 😉




